Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 50-100 zł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 50-100 zł. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 lutego 2013

W ganianego po portugalsku

Niepoort Berek 2008 jest trzecim kolejnym, i jak na razie najmłodszym, rocznikiem wina od Dirka Niepoorta. Jest to jedna z etykiet linii Fabulous, wprowadzonej w 2004 roku celem zachęcenia konsumentów na rynku niemieckim do zakupu win z Douro DOC. Pierwsza z etykiet zaprojektowana została przez Wilhelma Busha. Po sukcesie u naszych zachodnich sąsiadów postanowiono wprowadzić wina okraszone rysunkami lokalnych artystów również w innych krajach. I w ten właśnie sposób do Polski trafił Berek z etykietą zaprojektowaną przez Andrzeja Mleczkę. Ze wszystkimi winami z tej linii można się zapoznać na stronie producenta. Znajdziecie tam również szczegółowe informacje dotyczące każdej butelki z danego rocznika, takie jak średni wiek winorośli, położenie stanowisk nad powierzchnią morza czy metodę i okres zbiorów oraz wiele innych.

Berek i jego brytyjski odpowiednik - Drink Me - były degustowane przez blogerów z Białe nad czerwonym i To co pijemy podczas Winnych Wtorków w listopadzie i ich wrażenia były nienajgorsze. Dlatego gdy natknąłem się na Berka w sklepie Wina i Specjały, skorzystałem z okazji i kupiłem butelkę.

W kieliszku wino prezentuje się ciekawie, ma intensywną rubinową barwę. W nosie dyskretne aromatycznie - trochę śliwek, momentami wyczuwalna lekka słodycz - może trochę aromatów kwiatowych. Do tego odrobina pikanterii. Sprawia wrażenie lekko chaotycznego - miałem wrażenie, że co chwilę inne aromaty były wyraźniejsze. Usta intrygujące - znajdziemy tu wysoką kwasowość, przyjemną cierpkość, dużo pikanterii, śliwki i jakieś zioła, nie umiałem ich jednak dokładnie zidentyfikować. Popijałem zagryzając zielonymi oliwkami, z którymi to wino bardzo fajnie zagrało.


Jak na razie było to jedno z najdroższych kupionych przeze mnie win - do sklepowej ceny 51 złotych musiałem doliczyć jeszcze 100 mandatu za nieprawidłowe parkowanie. I o ile 150 zł to ta butelka warta nie jest, to myślę, że za pięć dych można się skusić.


Zakupione: Wina i specjały
Cena: 51 zł


poniedziałek, 7 stycznia 2013

Rudolf Fauth Riesling Spätlese Alte Reben 2011

Szczęściem dla każdego amatora wina jest móc wypić kieliszek wybornego alkoholu w dobrym towarzystwie. Jeśli dodać do tego możliwość równoczesnego słuchania pełnej pasji historii danej butelki opowiedzianej ustami osoby, która ją wyprodukowała - pełnia szczęścia jest już o krok.

Pierwsze moje spotkanie z tym rieslingiem odbyło się właśnie w takich warunkach - podczas degustacji zorganizowanej w sierpniu zeszłego roku przez MineWine, okraszonej komentarzem winiarza - Rudolfa Fautha. Bardzo dobrze go wspominam - jako człowieka otwartego, miłego, kontaktowego, jednocześnie pełnego szacunku i serca dla wykonywanej przez siebie pracy. Pamiętam, że właśnie to wino - Riesling Spätlese Alte Reben 2011 - było przedstawione jako swego rodzaju wizytówka winnicy i sam autor był z niego dumny. Bardzo mi wówczas smakowało, więc otwierając je przedwczoraj w domu wiedziałem czego się spodziewać.

Cechą charakterystyczną win Fautha jest duża ilość cukru resztkowego. Nawet wina wytrawne znajdują się w górnych rejestrach - ciut więcej i byłyby klasyfikowane jako półwytrawne. Nie inaczej jest w przypadku tej butelki. Za raz po otwarciu w nos uderzają intensywne, słodkie aromaty owoców i kwiatów - wręcz do pomylenia z gewurztraminerem (podobne odczucia przy innym rieslingu z późnego zbioru miał Marcin); barwa intensywnie złocista.  W ustach bardzo owocowe, oleiste i skoncentrowane. Słodycz przyjemnie równoważy ukryta na początku, później mocniej się zaznaczająca, kwasowość. Finisz długi, słodkawy i mocno owocowy. Co ciekawe, po spędzeniu dnia w lodówce wino lekko ewoluowało - miejsce słodkich kwiatowych nut zajęły aromaty cytrusów i mokrej trawy. W ustach pojawiła się delikatna cierpkość i niestety wydało mi się mniej ciekawe niż dnia poprzedniego. Niemniej jednak jest to kawał solidnego wina i każdy, kto lubi od czasu do czasu sięgnąć po coś słodszego nie powinien być zawiedziony - szczególnie planując wypić całą butelkę pierwszego dnia...

Zakupione: MineWine
Cena: 65 zł


niedziela, 28 października 2012

Wieczór z MineWine i Alzacją

W piątek 26 października miałem okazję uczestniczyć w degustacji zorganizowanej przez MineWine w GH Ostrovia. Na  zaproszenie dystrybutora, do Ostrowa Wielkopolskiego przyjechał Fabien Christophe z winnicy Ruhlmann-Schutz w Dambach-la-Ville. Producent ten w ofercie MineWine znajduje się od miesiąca.

Jak czytamy na stronie internetowej, Ruhlmann-Schutz jest firmą prowadzoną przez dwie rodziny - Christine i Jean-Victor Schutz oraz Laurence i André Ruhlmann. Winnice położone są około 40 km na południowy zachód od Strasburga. Charakterystyczne dla tego regionu jest duże zróżnicowanie gleb - znajdziemy tutaj granit, łupek, piaskowiec i wapień. Powierzchnia upraw wynosi około 30 ha. i obejmuje Dambach-la-Ville oraz 4 okoliczne gminy. Uprawiane szczepy to: Auxerrois, Chasselas, Sylvaner, Pinot Blanc, Riesling, Pinot Noir, Pinot Gris, Muscat oraz Gewurztraminer. W piątek spróbowałem 8 win od tego producenta - większość w roczniku 2011, a dwa - Ruhlmann Pinot Gris Grand Cru Frankenstein i Ruhlmann Gewurztraminer Grand Cru Frankenstein - z 2010 roku.

© Ruhlmann
Pierwszą otwartą butelką był Ruhlmann Pinot Blanc Plasir Fruite (45 zł), wino jasne, aromatyczne, świeże, bardzo owocowe przy niezbyt dużej kwasowości, która z każdym łykiem stawała się coraz wyraźniejsza. Udało mi się tutaj wychwycić wyraźne nuty brzoskwiniowe. Doskonale pasowałoby do przystawek, ryb czy białego mięsa, chociaż pite bez towarzystwa jedzenia również dało wiele przyjemności. 

Po pinot blanc przyszła kolej na Ruhlmann Riesling Cuvee Jean-Charles (49 zł). Wyczuć można było bardzo wyraźne nuty kwiatowe i owocowe (lychee, ananas). W smaku dobry balans między owocem a kwasowością, która tutaj była większa niż w poprzednim winie. Prowadzący degustację sugerowali połączenie z halibutem czy owocami morza.

Mieliśmy również okazję porównać dwa pinot gris - Ruhlmann Pinot Gris Tete de curvé(54 zł) oraz Ruhlmann Pinot Gris Grand Cru Frankenstein (89 zł). Pierwsze - w nosie dyskretne aromatycznie, w smaku oleiste, cieliste, zbalansowane pod względem kwasowości - sugerowano pić jako dodatek do białych mięs czy wieprzowych kiełbasek. Drugie natomiast, było zdecydowanie pełniejsze, skoncentrowane, jakby lepiej zharmonizowane.

Jako piąty nalany został Ruhlmann Muscat Fleur de Printemps (49 zł) - moim zdaniem zdecydowana gwiazda tego wieczoru. Wino o bardzo intensywnym zapachu dojrzałych owoców, w smaku świeże, owocowe, o zbalansowanej kwasowości. Idealne jako aperitif.

Jedyną różową propozycją tego wieczoru był Ruhlmann Pinot Noir Étoile de Rose (57 zł). Zapamiętałem to wino dzięki bardzo jasnej, wręcz cielistej barwie (efekt ten uzyskuje się wykorzystując metody produkcji wina białego, ale z użyciem czerwonych winogron). Niestety nie ujęło mnie ani pod względem aromatycznym, ani smakowym.

Ostatnimi winami wieczoru były Gewurztraminery. Ruhlmann Gewurztraminer Vieilles Vignes (54 zł) oraz Ruhlmann Gewurztraminer Grand Cru Frankenstein (99 zł). Oba, co typowe dla tego szczepu, o wyraźnym zapachu kwiatów - w szczególności róż - i egzotycznych owoców. Grand Cru Frankenstein wydało mi się lepiej zbudowane, bardziej oleiste i skoncentrowane.

Moim zdaniem była to bardzo udana degustacja. Szczególnie przypadły mi do gustu Muscat i Riesling, które oprócz tego, że cieszą z każdym kolejnym kieliszkiem, mają znakomity stosunek ceny do jakości, dlatego obie butelki wróciły ze mną do domu.

Było to drugie tego typu spotkanie w ostrowskiej galerii handlowej - poprzednie odbyło się pod koniec sierpnia, wówczas gościem był Rudolf Fauth. Wino, które wtedy kupiłem, ciągle czeka na otwarcie.


piątek, 19 października 2012

Cono Sur Reserva Cabernet Sauvignon 2010

Po nalaniu do kieliszka od razu przyciąga wzrok piękny, rubinowy kolor. Wino jest klarowne i lśniące, aż chce się poczuć co więcej ma do zaoferowania.

Podczas wąchania wyczuwalne są wyraźne nuty owocowe - dużo porzeczek i jagód, a po pewnym czasie również śliwek. Alkohol nie wybija się na pierwszy plan, choć po kilku minutach pobrzmiewa coraz wyraźniej.

W smaku wyraźna tanina, przyjemnie ściągająca czubek języka i podniebienie nad zębami, wyważona kwasowość i owoce, wśród których wybijają się śliwki.


Po wypiciu miałem mieszane uczucia. Zanim kupiłem tę reservę, miałem okazję próbować innych win od tego producenta, które często zaskakiwały mnie doskonałym stosunkiem ceny do jakości. Tym razem odrobinę się zawiodłem. Z jednej strony jest to poprawne wino, dające przyjemność picia, z drugiej wydaje się dosyć drogie jak na to co sobą prezentuje.


Zakupione: Tesco
Cena: 54,99 zł


Cono Sur Reserva Cabernet Sauvignon jest winem wyprodukowanym przez jednego z większych chilijskich eksporterów. Nazwa wiąże się z położeniem geograficznym winnic, które leżą w środkowej części kraju, w regionie ograniczonym ze wschodu Andami, a z zachodu Oceanem Spokojnym. Jak podają właściciele na stronie internetowej, Cono Sur została założona w 1993 roku i w ciągu 19 lat przeszła drogę od winiarni eksportującej 30 tys butelek rocznie, do posiadającego ponad 1,800 hektarów winnic, jednego z największych producentów w Chile. Hodowane są różne odmiany winogron, m.in. Sauvignon Blanc, Chardonnay, Riesling, Viognier, Gewürztraminer, Pinot Noir, Merlot, Carmenere, Malbec, Syrah, Cabernet Sauvignon. W ofercie można znaleźć wina organiczne, które są wizytówką firmy. Co ciekawe wina te są dostępne na półkach marketów w Polce (np.Tesco) w przystępnych cenach.