Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do 30 zł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą do 30 zł. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 marca 2013

Winne wtorki - bycza krew z Egeru

Zapraszam do nauki francuskiego online po francuskiej stronie!

Na popularne wino z Egeru - tak zwaną byczą krew - natknął się chyba każdy, kto kiedykolwiek zatrzymał się chwilę przy stoisku z alkoholami. Są to wina szeroko dostępne - znajdziemy zarówno w sklepach osiedlowych, jak i marketach czy na stacjach benzynowych. Mimo, iż są jednym z hitów eksportowych Węgier, mają reputację win często rozcieńczanych, okupujących zwykle najniższe półki, dlatego dotychczas nie było mi z nimi po drodze. Okazją do spróbowania tego bywalca wielu studenckich imprez stały się dzisiejsze winne wtorki, których temat - Eger - zaproponował Irek - Blurppp.

Oczywiście Eger to nie tylko Bikaver - co więcej, od początku XXI wieku tamtejsza sztuka winiarstwa prężnie się rozwija. Dlatego w pierwszej chwili planowałem sięgnąć po jednego z egerskich pinotów wspominanych w Wielkim Atlasie Świata Win. Ostatecznie jednak nie udało mi się zdobyć żadnego i musiałem się zadowolić znalezioną w społemowskim sklepie butelką Egri Bikaver 2011.

Wino otworzyłem już wczoraj, aby ewentualnie dać mu szansę na drugi dzień, co wcale nie okazało się złym pomysłem. Nasze pierwsze spotkanie - nie owijając w bawełnę - wypadło źle. W nosie dominował alkohol w połączeniu z zapachem lakieru. W ustach chaos - z jednej strony dużo kwasu, z drugiej owoc jakiś taki rozwodniony z przemysłowym posmakiem. Zdecydowanie nie miałem ochoty dopijać zawartości kieliszka, o drugim już nie wspominając. Noc w lodówce i podanie w niższej temperaturze spowodowały, że aromaty stały się mniej agresywne - pojawiła się konfitura wiśniowa i zapach irysów wedlowskich irysków, a alkohol trochę się schował. W ustach dalej nie było szału - ciągle rozwodnione, ale już jakby bardziej znośnie. Mimo to ciągle zdecydowanie na nie.

Kupując butelkę wiedziałem mniej więcej czego się mogę spodziewać, a mimo to łudziłem się, że może mnie jakoś pozytywnie zaskoczy. Jak się jednak okazało - nic bardziej błędnego. Mam nadzieję, że pozostali wtorkowicze dokonali lepszego wyboru.



Zakupione: Delikatesy T&J
Cena: 13,99 zł


Francuski Online

piątek, 22 lutego 2013

Tapas, tortilla i hiszpańskie Camposy

Parę tygodni temu otrzymałem od przedstawiciela Wineonline wiadomość o planowanej akcji promocyjnej win hiszpańskich z zapytaniem, czy nie zechciałbym spróbować kilku butelek znajdujących się w ofercie. Była to jak na razie pierwsza tego typu propozycja - dotychczas piłem głównie wina kupione osobiście, ewentualnie otrzymane w prezencie od znajomych czy proponowane podczas nielicznych degustacji w których miałem okazję uczestniczyć. Nie odmówiłem, adres podałem i w końcu, w ubiegły wtorek, do moich drzwi zadzwonił kurier. W paczce znajdowało się sześć win z serii Campos de Espana - dwa białe i cztery czerwone.

W mailu od Wineonline znalazłem następujące informacje - Seria win CAMPOS DE ESPANA ma z założenia pokazać najbardziej znane szczepy hiszpańskie uprawiane w optymalnych dla nich siedliskach. Pragnieniem pomysłodawcy projektu – Roberta Huntera, było sprzedawanie win w jak najwyższej jakości przy zachowaniu rozsądnych cen. Na stronie internetowej producenta - Vinergia - dostępne są informacje dotyczące zarówno regionów upraw jak i konkretnych butelek.

Na degustację w środowy wieczór zaprosiliśmy kilku znajomych i w siedem osób wspólnie oglądaliśmy, wąchaliśmy i próbowaliśmy kolejnych win zagryzając przygotowane wcześniej hiszpańskie tapas. Na pierwszy ogień poszły oczywiście wina białe.

Campos de Sueños 2011 to czyste, 100% verdejo z Ruedy. Barwa jasna, blada, wręcz słomkowa. W nosie dużo owoców - głównie cytrusów, ew. tropikalnych oraz delikatne nuty kwaitowe. W ustach dużo owocu, trochę słodyczy równoważonej umiarkowaną kwasowością. Przyjemne, ale nie porywa.

Campos de Luz 2011 jest kupażem trzech szczepów - 50% viura, 40% chardonnay i 10% muscat. Z pierwszym z nich spotkałem się po raz pierwszy. Wino to ma zdecydowanie ciemniejszą , złocistą barwę i lekko oleistą konsystencję. W nosie dyskretne aromatycznie. W ustach zdecydowanie poważniejsze niż de Sueños - większa kwasowość, lekko gorzkawe z umiarkowanym owocem.

W sumie zgodnie oceniliśmy, że białe wina nie zachwyciły - w cenie do trzydziestu złotych do wzięcia, ale nie więcej. Ciężko nam było jednoznacznie powiedzieć, która butelka była lepsza. Większość skłaniała się jednak ku de Luz, chociaż mi bardziej do gustu przypadł de Sueños - ze względu na intensywniejsze aromaty i lekką słodycz.

Po winach białych przyszła pora na czerwone. Pierwsze do kieliszka trafiło Campos de Viento 2010. Wino z ojczyzny don Kichota powstało w całości z winogron tempranillo. Barwa intensywna czerwono-fioletowa. W nosie bardzo wyraziste - moc czerwonych owoców, z aromatami tytoniu i pieprzu. W ustach zbalansowane, poważne, dosyć ciężkie, mocno owocowe z wyraźnymi taninami. Finisz długi i owocowy. Nie ma co się zastanawiać - brać. Moim zdaniem pierwsza gwiazda tego wieczoru - drugą jest Campos de Risca 2011 z Jumilli. Jest to kupaż dwóch szczepów - 90% Monastrell i 10% Syrah. W nosie wyraźnie dżemowe aromaty przetworzonych owoców z przyprawami ziołowymi. Usta cieliste, pełne i dobrze zbalansowane.

Campos de Luz 2011 to 100% garnacha z d.o. Cariñena. W nosie intensywnie owocowe - znajdziemy maliny, truskawki i porzeczki z odrobiną pikanterii. W ustach dużo owocu i wysoka kwasowość i mocno wyczuwalny alkohol. Całość dosyć średnia. Spodziewaliśmy się czegoś więcej, tym bardziej, że wino to w roczniku 2009 zostało nagrodzone brązowym medalem Magazynu Wino w kategorii do 30 zł. Podobne mieszane uczucia mieliśmy w stosunku do Campos de Hojas 2011. Wino to, powstałe w 100% z tempranillo, znakomicie wypadło podczas ostatniego panelu degustacyjnego winicjatywy, ale nas do siebie nie przekonało. O ile landrynkowe wiśnie, czy czereśnie były wyczuwalne, tak róż czy piwonii o których pisze Wojciech Bońkowski nie wyłapałem. Może było to spowodowane późną porą czy ilością wcześniej wypitego wina - nie wiem.

W moim odczuciu wina z serii Campos de Espana ciężko nazwać winami wybitnymi. Należy jednak pamiętać o ich cenie, która w sklepie internetowym Winestory oscyluje między 29 a 37 złotymi. Ponad to zgodnie z zapewnieniami dystrybutora w okresie od 27 lutego do 31 marca będzie jeszcze niższa - nie przekroczy 30 zł. Myśle, że warto wówczas zwrócić uwagę na dwa wina - Campos de Viento 2010 i Campos de Risca 2011.


Wina otrzymałem do degustacji od dystrybutora - Wineonline. Dziękuję!


Nauka Francuskiego

środa, 16 stycznia 2013

Terredavino Nebbiolo d'Alba 2009

Czasem zdarza mi się kupić butelkę i schować ją na później, celem wypicia przy jakiejś, nie do końca określonej, ale na pewno lepszej, okazji. W międzyczasie sięgam po inne, coraz to nowsze wina, o tamtych zachomikowanych jakoś zapominając. Nie inaczej było w przypadku przywiezionego z Italii Terredavino Nebbiolo d'Alba 2009.  Przypomniałem sobie o tej butelce przy okazji otwieranej ostatnio botalcury i po bardzo udanym kupażu nabrałem ochoty na spróbowanie tego włoskiego szczepu w wersji solo. 

Pierwszym co mnie uderzyło był zapach - bardzo dużo alkoholu z przebijającymi się nutami lakieru do paznokci. Gdzieś w tle wyczuwalne wiśnie i truskawki, które na drugi dzień zniknęły prawie całkowicie. Barwa bladoczerwona, delikatna, jakby rozwodniona, z ceglanymi refleksami. W ustach podobne wrażenie rozwodnienia, mało owocu, dużo kwasu, wszystko jakieś takie nieprzyjemne, jakby zwietrzałe. Finisz krótki i nieciekawy.

Nie jestem specjalistą w kwestii starzenia się wina i wyboru odpowiedniego czasu otwarcia butelki, ale w tym przypadku ewidentnie miałem wrażenie, że lepszy czas ta konkretna ma już za sobą. Trochę żałuję, że nie zdecydowałem się jej odkorkować parę miesięcy wcześniej - może wówczas moje odczucia byłyby zupełnie inne.

Zakupione: włoski supermarket
Cena: 7 euro


czwartek, 20 grudnia 2012

Villa Conchi Cava Brut Selección

O tym winie było już pisane nie jeden, a kilka razy. Pojawiło się na półkach biedronki we wrześniu i na spółkę z Eidosela Albariño 2011 oraz kilkoma innymi propozycjami, wywołało poruszenie polujących na wina w dyskontach. Ja dotychczas przechodziłem obok niego obojętnie - nie mam spadu do win musujących, a i żadna bąbelkowa okazja się nie trafiła.

Zazwyczaj chcąc kupić wino w ciemno wybieram się do sklepów specjalistycznych - mam większe zaufanie do ich selekcji. Jeśli już wybieram coś w dyskoncie sięgam raczej po wina polecane przez innych blogerów albo przez znajomych. Stąd też, gdy podczas przedświątecznego oblężenia Biedronki przeciskałem się w okolicach półki z winami, zdecydowałem się wreszcie spróbować tej cavy i wziąłem jedną butelkę. Zanim coś ode mnie, dwie recenzje znalezione w sieci:

Wojciech Bońkowski
Villa Conchi Cava Brut Selección jest jabłkowo-kwasowa, dobrze się pieni, jej intensywność długo pozostaje na podniebieniu; to nie jest żadne wielkie „szampańskie”, ale porządne, a kosztuje 19,99 zł.

Edyta
Nie gustuję specjalnie w winach musujących. Właściwie nie wywierają na mnie większego wrażenia. Próbowałam już kilku i wg mnie każde było poprawne. Tak jest i w tym przypadku. Pewnie szybko o tym winie zapomnę, ale jest całkiem ok. Pije się je przyjemnie. Jeśli ktoś ma ochotę na wino z bąbelkami, to polecam. Nie zawiedzie się. Zwłaszcza, że cena jest atrakcyjna.

Villa Conchi Cava Brut Selección ma bardzo delikatną, wręcz słomkową barwę i wiele skaczących bąbelków, które utrzymują się dłuższy czas po nalaniu do kieliszka. W nosie delikatne aromaty jabłek i cytrusów. Po nalaniu do ust na początku uderza w podniebienie, później rozchodzi się po ustach i wyraźna staje się dosyć wysoka kwasowość, przyjemna cierpkość oraz delikatna owocowość tego wina, która jeszcze przez kilka chwil pozostaje w ustach.

Jak pisałem wcześniej, fanem tego typu win dotychczas nie byłem, ale ta butelka wydaje się całkiem przyjemna. Może jest to moment żeby rozeznać się trochę w temacie win musujących? Tym bardziej że w wydaniu hiszpańskim są one tematem miesiąca na Winicjatywie, a i wielu innych blogerów poświęca im ostatnio więcej miejsca.

Zakupione: Biedronka
Cena: 19,99 zł


Francuski Online

niedziela, 16 grudnia 2012

Cuvée Prestige Plan De Dieu Côtes du Rhône Villages 2010

To już drugie wino z Lidla, które trafiło w tym miesiącu do mojego kieliszka. Podobnie jak w przypadku opisywanego ostatnio gewurztraminera, Cuvée Prestige Plan De Dieu Côtes du Rhône Villages 2010 znajduje się w ofercie tego dyskontu już co najmniej kilka tygodni. Wino to jest kupażem trzech szczepów - syrah, grenache i cinsault - pochodzącym z apelacji Côtes du Rhône Villages. Sygnowane jest nazwiskiem Ferdinanda Labathe'a, który jest autorem jeszcze co najmniej dwóch innych, dostępnych w Lidlu etykiet. Cena jaką trzeba zapłacić za tą butelkę jest niska, bo 15 zł bez grosza, nie pozwala liczyć na zbyt wiele. Jak jest w rzeczywistości?

Jego barwę można określić jako malinową z fioletowymi refleksami. Po przyłożeniu nosa na początku najlepiej wyczuwalny jest zapach lakieru do paznokci, jednak już po krótkiej chwili się ulatnia i w aromacie zaczynają dominować ciemne owoce - porzeczki, jeżyny. Ponadto wychwycić można nuty landrynek czy galaretki, przypominające trochę Beaujolais nouveau. W ustach lekkie, owocowe i  wyraźnie kwasowe o dosyć krótkim owocowym finiszu. Przy podaniu w odrobinę niższej temperaturze niż zalecane 15 stopni, wypadło bardzo poprawnie, natomiast już po kilku minutach w kieliszku wyczuwalny stał się alkohol.

Nie jest to na pewno wino, które będzie mi się śniło po nocach. Trudno się w nim doszukiwać czegoś więcej niż poprawności. Biorąc pod uwagę jego niską cenę spokojnie mogę je polecić, może nie jako towarzysza wymagających dań, ale do sobotniego filmu, czemu nie?

Zakupione: Lidl
Cena: 14,99 zł


poniedziałek, 10 grudnia 2012

Vin D'Alsace Gewurztraminer 2011

Wśród białych szczepów, które miałem okazję spróbować do tej pory, gewurztraminer należy do moich ulubionych. Lubię jego lekkość, delikatność, słodycz, lubię intensywne egzotyczne, tropikalne i kwiatowe aromaty przywodzące na myśl wiosenną łąkę; wreszcie lubię te wina za to, że są stosunkowo bezpieczne jeśli chodzi o serwowanie osobom rzadko po białe wina sięgającym - najczęściej umiarkowanie kwaśne, dosyć łatwe w odbiorze, dają nadzieję zyskania aprobaty nawet najbardziej zagorzałych amatorów czerwonego półsłodkiego.

W ofercie Lidla, od czasu październikowej francuskiej ofensywy, znajduje się półsłodka, alzacka interpretacja tego winogrona - Vin D'Alsace Gewurztraminer 2011. Butelka ta kosztuje niecałe 28 złotych, co jak na ten szczep wygórowaną kwotą nie jest. 

Barwa jest wyraziście żółta, nierozwodniona. W nosie dominują delikatne, słodkawe aromaty owoców egzotycznych, wśród których najwyraźniej wyczuwalne jest lychee, natomiast nuty kwiatowe dają o sobie znać dopiero po dłuższej chwili od wyjęcia z lodówki. W ustach dosyć duża słodycz równoważona jest lekko wyczuwalną kwasowością, co powoduje, że wino nie jest zalepiające, likierowe. Alkohol, pomimo 13% widniejących na butelce, wydaje się nieobecny. I chociaż pite solo smakowało dobrze, to myślę, że w połączeniu z ostrzejszą potrawą kuchni azjatyckiej wypadłoby jeszcze lepiej.

Co prawda etykieta wyglądem lekko przypomina Sowietskoje Igristoje, ale nie można dać się zwieść - po otwarciu okazuje się, że jest to całkiem sensowna propozycja, szczególnie przy tej cenie. 

Zakupione: Lidl
Cena: 27,99 zł


niedziela, 18 listopada 2012

Trzeci weekend listopada, czyli spotkanie z beaujolais nouveau 2012


come4news.com
Kończy się właśnie czterodniowe święto, zgotowane na powitanie pierwszego francuskiego wina z bieżącego rocznika, czyli beaujolais nouveau. W tym roku i ja chciałem spróbować tego młodego napoju, tym bardziej, że wywołuje on tyle kontrowersji. By poczuć atmosferę tego dnia, na trzeci czwartek listopada zarezerwowałem stolik we wrocławskim winebarze.

Gdy wieczorem pojawiliśmy się na miejscu, okazało się niestety, że młode wino - owszem - jest dostępne, ale żadnej większej imprezy w związku z jego pojawieniem się nie ma. Zamówiliśmy więc po kieliszku Beaujolais Nouveau Oh la la (pisał o nim tutaj Tomasz Prange-Barczyński) licząc na sympatyczny koniec zimnego i mglistego dnia.

Nie zawiedliśmy się. Otrzymaliśmy wino bardzo przyjemne, lekkie, pachnące truskawkami, bananami, landrynkami i przyprawami, których nie umieliśmy do końca zidentyfikować. Jego kolor przypominał bardziej wina różowe aniżeli czerwone – pięknie lśnił nawet w mocno przyćmionym świetle knajpki. W smaku niezbyt kwasowe, jakby rozwodnione, beaujolais okazało się winem prostym, które, podane do lekkiej zupy, smakowało dobrze. Myślę że i solo sprawdziłoby się znakomicie – nie jako wino wysokich lotów, bardzo rozbudowane aromatycznie czy smakowo, ale przecież nie tego się spodziewaliśmy, siadając do stolika.

Wszystkim, którzy chcą poczytać więcej na temat historii beaujolais noveau polecam artykuły Łukasza Fika - Inne, nie znaczy gorsze oraz Sławomira Chrzczonowicza - 10 rzeczy o Beaujolais.

piątek, 16 listopada 2012

Nowozelandzki wieczór z sauvignon blanc

Jakiś czas temu spiesząc przez pobliską galerię handlową zatrzymaliśmy się z narzeczoną pod sklepem Centrum Wina, na którego witrynie wisiał duży plakat przedstawiający, będące obecnie w promocji, Kiwi Wine Sauvignon Blanc 2011 (29,90 zł). Weszliśmy, spróbowaliśmy, a że wydało się nawet nawet, wzięliśmy jedną butelkę ze sobą. W domu, gdy miałem już więcej czasu, rzuciłem okiem na kontretykietę i przeczytałem, o zgrozo - Wyprodukowano w Nowej Zelandii. Zabutelkowane w Vinařství Zaječí s.r.o. Zacząłem trochę żałować zakupu, bo te 30 zł można było przecież przeznaczyć na coś ciekawszego niż niewiadomego dokładnie pochodzenia wino, butelkowane w Czechach. Z drugiej strony, w sklepie wydało się nienajgorsze, więc postanowiłem się nie zrażać. Po nowozelandzkie sauvignon blanc nigdy wcześniej nie sięgałem, więc aby mieć jakiś punkt odniesienia wybrałem się do Vinifery i kupiłem Ketu Bay Sauvignon Blanc 2011 (42 zł). Przed samą degustacją postanowiłem dowiedzieć się co nieco na temat produkcji wina na wyspach południowo-zachodniego Pacyfiku.

źrodło - wikipedia
Nowa Zelandia jest krajem w którym powstaje niecałe 0,3 % światowej produkcji wina. Najczęściej hodowanym szczepem jest sauvignon blanc dla którego panują tutaj idealne warunki. Odpowiednio niska temperatura, wiatr i nasłonecznienie powodują, że odmiana ta daje trunki wyraziste i pełne smaku, co trudno uzyskać w innych miejscach na świecie. Rosną tu również chardonnay, riesling, pinot gris, pinot noir, merlot, cabernet sauvignon, syrah i inne. W ciągu ostatnich 50 lat doszło do szybkiego rozwoju produkcji wina - powierzchnia upraw wzrosła od 400 ha w 1960 roku do 29 000 ha w roku 2008. Stało się to za sprawą swego rodzaju boom'u, który nastąpił w latach 90-tych, kiedy to wielu posiadaczy ziemskich postanowiło próbować swoich sił przy produkcji wina. Do dzisiaj wielu z nich produkuje pod własną marką na zasadzie tzw. uprawy kontraktowej, nie mając własnej ziemi. Do najważniejszych regionów winiarskich należą Northland,  Auckland, Waikato/Bay of Plenty, Gisborne, Hawke's Bay, Wellington, Martinborough, Marlborough, Nelson, Canterbury/Waipara i Central Otago.

Marlborough, leżące przy północnych brzegach Wyspy Południowej, jest miejscem pochodzenia Ketu Bay Sauvignon Blanc 2011. Wino to zawiera 12% alkoholu, jego kolor jest bardzo jasny, słomkowy i delikatny. Zapach bardzo bogaty, owocowy, można mieć wręcz wrażenie, że przeniosło się do ogrodu w sierpniowe popołudnie. Znajdziemy tutaj agrest, świeże porzeczki, jeżyny, a nawet owoce tropikalne i aromaty roślinne. W smaku intrygujące, delikatnie kwasowe, dające przyjemność przy każdym kolejnym kieliszku. Przy podaniu w temperaturze 4-6 stopni jest świetne i spokojnie może być podane jako aperitif. Zdecydowanie warte swojej ceny.

Natomiast Kiwi Wine w porównaniu do swojego konkurenta wypada słabo. Jego kolor, podobnie jak Ketu Bay, jest bardzo jasny i delikatny. Nos jest tutaj jednak zdecydowanie bardziej intensywny, ale przy tym mniej bogaty i zróżnicowany. Na pierwszy plan zdecydowanie wysuwa się agrest, który przyćmiewa ledwo dające się wyczuć aromaty porzeczek i traw. W smaku bardzo proste, kwasowe, lekko słone, o krótkim finiszu. Z czasem kwasowość staje się jeszcze intensywniejsza, wręcz nachalna.

Z tych dwóch butelek dużo bardziej ciekawszą propozycją jest Ketu Bay. Daje zdecydowanie większe bogactwo doznań nieporównywalnie większą przyjemność z picia. Kiwi Wine sprawia wrażenie wina zrobionego na wyrost, przesadzonego pod względem intensywności aromatu, który jest przy tym trochę sztuczny. Nie daliśmy mu rady na raz, a co gorsza jeszcze przed degustacją kupiliśmy drugą butelkę na prezent dla kolegi. Oby kolega po spróbowaniu chciał się jeszcze z nami umówić... Bo my na ponowne spotkanie z Kiwi Wine raczej ochoty nie mamy.


środa, 7 listopada 2012

Bardolino Classico Sartori Villa Maria 2010

Po niezbyt udanym chorwackim Plavacu z lekkim niepokojem sięgałem po przywiezione z wakacji Bardolino Classico Sartori Villa Maria 2010.  Nazwa tego wina pochodzi od miasta Bardolino, położonego nad jeziorem Garda w prowincji Werona. Do jego produkcji najczęściej używa się szczepów Corvina, Molinara i Rondinella, natomiast do 15% może stanowić Barbera, Rossignola, Sangiovese czy Garganega. Ani na kontretykiecie, ani na stronie internetowej producenta nie udało mi się niestety znaleźć dokładnego składu mojej butelki. A droga do niej była dość kręta.

Zasadniczym celem naszej podróży do Włoch było zobaczenie Wenecji, Werony i Padwy. Zadanie o tyle trudne, że przeznaczyliśmy sobie na ten cel niecałe trzy dni. Wszyscy, który mieli okazję odwiedzić te trzy miasta wiedzą, że placów, kościołów, parków, malowniczych uliczek jest tam tyle, że nawet tydzień mógłby nie wystarczyć, żeby ze spokojem wszystkim nacieszyć oczy. W związku z tym staraliśmy się jak najwięcej zwiedzać, a większe zakupy zrobić na sam koniec pobytu. W kwestii miejsca doszliśmy do wniosku, że najbogatszy wybór win będzie we włoskim hipermarkecie, tzw. centro commerciale. Chcąc oszczędzić czas na ewentualnych poszukiwaniach na obrzeżach Werony, zdobyliśmy dwa adresy w miejskiej informacji turystycznej. Po zobaczeniu areny, placów dei Signori i delle Erbe, mostu Castel Vecchio i innych, wsiedliśmy do samochodu i zadowoleni wpisaliśmy jeden z adresów do nawigacji - drugi według mapy znajdował się dokładnie w przeciwnym kierunku do tego, który mieliśmy obrać. Jakież było nasze zdziwienie, gdy po dotarciu na miejsce zamiast hipermarketu zastaliśmy ulicę pełną baraków, hal produkcyjnych i innych budynków przemysłowych... Pokręciliśmy się po okolicy chwilę i gdy już zrezygnowani zaczęliśmy powoli godzić się z faktem, że naszą ostatnią nadzieją może stać się słabo wyposażony sklep osiedlowy, kolega włączył w tomtomie pozycję użyteczne miejsca. Pierwszą pozycją na długiej liście były, rzecz jasna, centra handlowe - od razu na mapie znalazły się trzy w promieniu pięciu kilometrów. Wszyscy przyzwyczajeni do korzystania z nawigacji pewnie sięgnęliby po nią od razu, nam to jednak w ogóle nie przyszło do głowy. Szczęśliwie w ciągu 15 minut dojechaliśmy na miejsce i rzuciliśmy się na stoisko z alkoholami. Trochę na oko, trochę na szczep i trochę na wiarę zapełnialiśmy szkłem nasz koszyk, do połowy dociążony bułkami, sokami - w końcu śniadanie ominęło nas szerokim łukiem gdzieś w okolicy hal produkcyjnych - i makaronem. Mamma mia...

Jedną z kupionych wtedy butelek było właśnie wspomniane wcześniej BardolinoJest to wino o rubinowo-czerwonym kolorze, niezbyt bogatym bukiecie, w którym najłatwiej wychwycić śliwki i truskawki. Przy temperaturze 18 stopni dosyć wyraźnie wyczuwalny jest alkohol, który szczęśliwie chowa się po schłodzeniu. W smaku delikatne, umiarkowanie kwasowe, niezbyt skomplikowane, o dosyć krótkim finiszu.  Bardzo przyjemne, proste, tanie i niewymagające wino, które idealnie zwieńczyło długi i pracowity dzień. I tylko trochę szkoda, że z tych wszystkich przywiezionych butelek w barku ostała się już tylko ostatnia - Nebbiolo d'Alba.

Zakupione: Włoski supermarket
Cena: 1,99 euro

czwartek, 1 listopada 2012

Halloweenowy miks smaków


W wieczór przed dzisiejszym dniem Wszystkich Świętych, w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Irlandii i Wielkiej Brytanii, bardzo hucznie obchodzi się Halloween. Halloween, jak cała popkultura amerykańska, dotarło również do Polski, gdzie staje się coraz popularniejsze - dość powiedzieć, że nawet we Wrocławiu na kilku ulicach został zatrzymany ruch, aby poprzebierane dzieci wraz z rodzicami mogły bezpiecznie maszerować krzycząc "Zje-my was! Zje-my was!". Wielu jest przeciwników adaptowania zachodnich tradycji w naszym kraju, ja jednak uważam, że każdy powód aby się spotkać z przyjaciółmi - Andrzejki, Mikołajki czy właśnie Halloween - jest dobry. Dlatego też wraz ze znajomymi zapożyczyliśmy sobie conieco z tego święta i postanowiliśmy ugotować zupę dyniową, postawić na parapecie dyniowy lampion, a to wszystko połączyć z naszą "nową tradycją" - comiesięcznymi spotkaniami przy sushi i białym winie.

Do pomieszanej pod względem stylów kolacji wybraliśmy trzy, różne pod względem pochodzenia i charakteru, wina. Pierwszym z nich jest Gewurztraminer (ok 27 zł), od producenta którego Cabernet Sauvignon miałem okazję pić dwa tygodnie temu. Jako druga na stół trafiła butelka, którą otrzymałem jako prezent z podróży do Budapesztu - Huba Szeremley Badacsony Szürkebarát 2010 (ok 7 euro). Trzecią była Isla Negra Sauvignon Blanc/Semillon (ok. 22 zł) kupiona w pobliskich delikatesach. Podaję tylko orientacyjne ceny win, bo żadnego z nich nie nabyłem osobiście.

Chcąc dowiedzieć się czegoś więcej na temat węgierskiego wina, które szczególnie mnie zainteresowało, poszperałem w Internecie i znalazłem informację, że Szürkebarát ("Szary mnich") to, ni mniej ni więcej, Pinot Gris w węgierskim wydaniu. Szczep ten został sprowadzony do Badacsony z Francji w 1375 roku przez mnichów cystersów. Od tego czasu jest uprawiany na terenach położonych przy jeziorze Balaton.



Ciężko mi opisać te wina niezależnie od siebie nawzajem. Dlatego, mimo że mają ze sobą niewiele wspólnego - różne kraje, szczepy - pozwolę sobie dokonać porównania. Gewurztraminer Cono Sur 2012 zdecydowanie przypadł mi do gustu. Nos bardzo aromatyczny, wyraźne zapachy kwiatowe i owoców lychee. W smaku świeży, słodki (pomimo, że jest to wino wytrawne) i bardzo owocowy. Szürkebarát był w porównaniu do traminera mniej aromatyczny. W ustach dobrze zrównoważony, o mniej wyraźnym owocu i większej kwasowości, bardzo dobrze pasował do surowej ryby. Najsłabszym winem z tych trzech okazało się Isla Negra - miało bardzo nieprzyjemny, przypominający zapach gumowego węża aromat. Przy mocniejszym zakręceniu kieliszkiem na wierzch wydobywały się przyjemniejsze nuty owoców - szczególnie ananasa. Potem już było lepiej - w smaku poprawne, nienajgorzej zbalansowane, o delikatnym, niezbyt wybijającym się owocu - od biedy mogłoby służyć jako wino stołowe.

Zdaje się, że zaczęliśmy od najlepszego, na najgorszym skończyliśmy, ale wieczór zaliczymy do udanych - w końcu często nad tym co pijemy, górę bierze raczej kto nam przy tym towarzyszy!


piątek, 19 października 2012

Riesling J.P. Muller 2011

Zawsze gdy przyjeżdżam na weekend do domu, pojawia się to samo pytanie - co będziemy jedli na kolację. Tym razem padło na krewetki, a jak krewetki to i białe wino. Wybrałem się więc do pobliskiego Lidla, a że czas mnie gonił, bez większego zastanowienia wybrałem Rieslinga J.P. Muller. Przyznam szczerze - nie mam doświadczenia w kupowaniu win z Francji. Zawsze chętniej sięgam po wina z Nowego Świata czy Hiszpanii, Włoch lub Niemiec. Dlatego ta butelka kupiona została z ciekawości, jak smakuje alzacki Riesling.

Przed samym opisem wina parę informacji, które można wyczytać na etykiecie/kontretykiecie.

Autorem wina jest niejaki Arthur Metz, chociaż z niewiadomych powodów podpisane jest nazwiskiem J.P. Muller. Alkoholu 12,5%. Wino nagrodzone złotym medalem w konursie w MACON w 2012 roku.

Teraz czas na wrażenia z degustacji, które są prawdę mówiąc średnie. Wino ma bardzo jasny, rzekłbym słomkowy kolor. Zapach świeży, owocowy, rześki. W smaku świeże, z dużą ilością kwasu, niewiele owocu. Moim zdaniem średnio komponowało się z krewetkami, natomiast pite już po kolacji smakowało zdecydowanie gorzej. Za serce mnie w żadnym wypadku nie ujęło i przechodząc następnym razem przy Lidlowym stoisku z winami sięgnę raczej po co innego.

Zakupione: Lidl
Cena: 17,99 zł