Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 30-50 zł. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 30-50 zł. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 marca 2013

Spóźnione Corbières - Chateau la Bastide

Tym razem naprawdę chciałem wziąć udział w winnych wtorkach -ostatnie mnie ominęły, bo byłem na wakacjach i nie zdążyłem, a przecież nie po to dołączyłem do zabawy, żeby potem raz za razem opuszczać. Tym razem też się odrobinę zagapiłem i wina z apelacji Corbières, która była tematem wczorajszego dnia, zacząłem szukać dopiero w poniedziałek. W przeciwieństwie do Jakuba, który miał problem ze znalezieniem odpowiedniej butelki w Poznaniu, ja na szczęście swoją znalazłem już w pierwszym sklepie do którego napisałem. Niestety przez całe popołudnie mnie coś brało i gdy wieczorem przyszedłem do domu nos miałem już całkowicie zapakowany. Nie było rady - musiałem odpuścić. Wczoraj wcale nie było lepiej i dopiero dzisiaj czuję się dość komfortowo, aby zobaczyć czy i moja butelka Chateau la Bastide 2010 będzie tak udana jak kilku innych blogerów. 

Wino jest kupażem trzech podstawowych dla tej apelacji szczepów -syrah gra tutaj pierwsze skrzypce i stanowi 60%, a trio uzupełniają granache i mourvèdre - po 20%. Producentem jest Guilhem Durand, który wraz z żoną, Anne-Marie jest właścicielem Chateau la Bastide. Posiadłość położona jest w północnej części apelacji i w obrębie AOC Corbières obejmuje obszar 70 ha. Za jakość produkowanego wina, oprócz państwa Durand odpowiedzialny jest również Claude Gros, który ma swój udział w produkcji win z niejednego chateau w tym regionie.

Warto było odzyskać węch, aby poczuć wyszystko co to wino ma do zaoferowania. Tym co od razu uderza w nos, jest wyraźny zapach mięty i ziół przypominający mi gumy Airwaves, oraz charakterystyczna dla syrah pieprzność. Gdzieś w tle zaznaczają swoją obecność ciemne owoce. Przy pierwszym łyku przyjemnie wypełnia usta. Jest przy tym mocno kwasowe, pikantne i odświeżające z wyraźnie ziołową końcówką. Jedno z ciekawszych win, które ostatnio piłem.

niedziela, 3 marca 2013

Lorca Monastrell 2008 + KONKURS

Na początku roku w kilkakrotnie przeze mnie odwiedzanym lokalu przy ulicy Słowiczej we Wrocławiu nastąpiło małe przetasowanie. Mający tam wcześniej siedzibę sklep V.Vinifera przeniósł się na Hallera, a jego miejsce zajął Kondrat Wina Wybrane. O ofercie nowego dziecka Marka Kondrata czytałem już wielokrotnie, czy to na Winicjatywie, czy na innych blogach, dlatego też mając w zeszły poniedziałek przerwę miedzy zajęciami - niestety bardzo krótką - wskoczyłem na mały rekonesans. Kilka minut spędzone w sklepie na rozmowie ze sprzedawcą zaowocowało zakupem dwóch butelek. Jedną z nich jest właśnie Lorca Monastrell 2008 .

Moje dotychczasowe doświadczenia ze szczepem monastrell były zdecydowanie udane. Nie inaczej jest tym razem. Jest to wino o ciemnej intensywnej barwie. Po przyłożeniu nosa do kieliszka na początku mocno wyczuwalny był alkohol, z czasem jednak ustąpił pola bardziej pożądanym aromatom - przetworzonych truskawek, malin, jeżyn oraz pieprzu i tytoniu. Miałem również wrażenie, że gdzieś tam w tle delikatnie wyczuwalne były również anyżek i co ciekawe - kminek. W smaku bardzo przyjemne, dobrze zbudowane, z delikatnymi taninami. Owocowy posmak utrzymywał się w ustach jeszcze przez długi czas. Piliśmy zagryzając dosyć pikantną sałatką i zdecydowanie dało radę. W swojej cenie solidna propozycja.


Zakupione: Kondrat Wina Wybrane
Cena: 33 zł


Wszystkich ciekawych mojego drugiego zakupu zapraszam na fejsbukową stronę bloga, gdzie do wtorkowego popołudnia trwa łatwy i przyjemny konkurs, którego zwycięzca otrzyma właśnie wspomnianą drugą butelkę. Więcej szczegółów tutaj.


poniedziałek, 25 lutego 2013

Jean Geiler Chasselas 2010

Ostatnimi czasy zarówno tutaj na blogu, jak i w moim kieliszku zdecydowanie dominują wina czerwone. Nie ma w tym nic dziwnego - w końcu zimą jakoś instynktownie chętniej po nie sięgamy, a białe, o ile nie pasują nam akurat do ryby czy innych owoców morza, odkładamy na czas w którym temperatura na dworze trochę wzrośnie, a dni staną się dłuższe. Wczoraj jednak naszła mnie ochota na wołającą mnie już jakiś czas butelkę Jean Geiler Chasselas 2010 z Alzacji.

Po przyłożeniu nosa do kieliszka trudno jest nie pomyśleć o nadchodzącej wiośnie czy lecie - znajdziemy tutaj aromaty owoców egzotycznych, cytrusów i kwiatów. W ustach świeżo po otwarciu lekko musujące, odświeżające, ze średnią kwasowością i wczorajszego dnia słabiej, dziś już wyraźniej, wyczuwalną delikatną słodyczą. Finisz długi, orzeźwiająco owocowy z lekką goryczką.

Bardzo przyjemne wino, które na drugi dzień smakuje jeszcze lepiej.  Jego cena wydaje mi się jednak odrobinę za wysoka. Mimo to myślę, że warto sobie o nim przypomnieć, gdy w środku wakacji będziemy się zastanawiać czym umilić sobie wieczór po upalnym dniu.


Zakupione: Wina i specjały
Cena: ok. 40 zł


piątek, 22 lutego 2013

Tapas, tortilla i hiszpańskie Camposy

Parę tygodni temu otrzymałem od przedstawiciela Wineonline wiadomość o planowanej akcji promocyjnej win hiszpańskich z zapytaniem, czy nie zechciałbym spróbować kilku butelek znajdujących się w ofercie. Była to jak na razie pierwsza tego typu propozycja - dotychczas piłem głównie wina kupione osobiście, ewentualnie otrzymane w prezencie od znajomych czy proponowane podczas nielicznych degustacji w których miałem okazję uczestniczyć. Nie odmówiłem, adres podałem i w końcu, w ubiegły wtorek, do moich drzwi zadzwonił kurier. W paczce znajdowało się sześć win z serii Campos de Espana - dwa białe i cztery czerwone.

W mailu od Wineonline znalazłem następujące informacje - Seria win CAMPOS DE ESPANA ma z założenia pokazać najbardziej znane szczepy hiszpańskie uprawiane w optymalnych dla nich siedliskach. Pragnieniem pomysłodawcy projektu – Roberta Huntera, było sprzedawanie win w jak najwyższej jakości przy zachowaniu rozsądnych cen. Na stronie internetowej producenta - Vinergia - dostępne są informacje dotyczące zarówno regionów upraw jak i konkretnych butelek.

Na degustację w środowy wieczór zaprosiliśmy kilku znajomych i w siedem osób wspólnie oglądaliśmy, wąchaliśmy i próbowaliśmy kolejnych win zagryzając przygotowane wcześniej hiszpańskie tapas. Na pierwszy ogień poszły oczywiście wina białe.

Campos de Sueños 2011 to czyste, 100% verdejo z Ruedy. Barwa jasna, blada, wręcz słomkowa. W nosie dużo owoców - głównie cytrusów, ew. tropikalnych oraz delikatne nuty kwaitowe. W ustach dużo owocu, trochę słodyczy równoważonej umiarkowaną kwasowością. Przyjemne, ale nie porywa.

Campos de Luz 2011 jest kupażem trzech szczepów - 50% viura, 40% chardonnay i 10% muscat. Z pierwszym z nich spotkałem się po raz pierwszy. Wino to ma zdecydowanie ciemniejszą , złocistą barwę i lekko oleistą konsystencję. W nosie dyskretne aromatycznie. W ustach zdecydowanie poważniejsze niż de Sueños - większa kwasowość, lekko gorzkawe z umiarkowanym owocem.

W sumie zgodnie oceniliśmy, że białe wina nie zachwyciły - w cenie do trzydziestu złotych do wzięcia, ale nie więcej. Ciężko nam było jednoznacznie powiedzieć, która butelka była lepsza. Większość skłaniała się jednak ku de Luz, chociaż mi bardziej do gustu przypadł de Sueños - ze względu na intensywniejsze aromaty i lekką słodycz.

Po winach białych przyszła pora na czerwone. Pierwsze do kieliszka trafiło Campos de Viento 2010. Wino z ojczyzny don Kichota powstało w całości z winogron tempranillo. Barwa intensywna czerwono-fioletowa. W nosie bardzo wyraziste - moc czerwonych owoców, z aromatami tytoniu i pieprzu. W ustach zbalansowane, poważne, dosyć ciężkie, mocno owocowe z wyraźnymi taninami. Finisz długi i owocowy. Nie ma co się zastanawiać - brać. Moim zdaniem pierwsza gwiazda tego wieczoru - drugą jest Campos de Risca 2011 z Jumilli. Jest to kupaż dwóch szczepów - 90% Monastrell i 10% Syrah. W nosie wyraźnie dżemowe aromaty przetworzonych owoców z przyprawami ziołowymi. Usta cieliste, pełne i dobrze zbalansowane.

Campos de Luz 2011 to 100% garnacha z d.o. Cariñena. W nosie intensywnie owocowe - znajdziemy maliny, truskawki i porzeczki z odrobiną pikanterii. W ustach dużo owocu i wysoka kwasowość i mocno wyczuwalny alkohol. Całość dosyć średnia. Spodziewaliśmy się czegoś więcej, tym bardziej, że wino to w roczniku 2009 zostało nagrodzone brązowym medalem Magazynu Wino w kategorii do 30 zł. Podobne mieszane uczucia mieliśmy w stosunku do Campos de Hojas 2011. Wino to, powstałe w 100% z tempranillo, znakomicie wypadło podczas ostatniego panelu degustacyjnego winicjatywy, ale nas do siebie nie przekonało. O ile landrynkowe wiśnie, czy czereśnie były wyczuwalne, tak róż czy piwonii o których pisze Wojciech Bońkowski nie wyłapałem. Może było to spowodowane późną porą czy ilością wcześniej wypitego wina - nie wiem.

W moim odczuciu wina z serii Campos de Espana ciężko nazwać winami wybitnymi. Należy jednak pamiętać o ich cenie, która w sklepie internetowym Winestory oscyluje między 29 a 37 złotymi. Ponad to zgodnie z zapewnieniami dystrybutora w okresie od 27 lutego do 31 marca będzie jeszcze niższa - nie przekroczy 30 zł. Myśle, że warto wówczas zwrócić uwagę na dwa wina - Campos de Viento 2010 i Campos de Risca 2011.


Wina otrzymałem do degustacji od dystrybutora - Wineonline. Dziękuję!


Nauka Francuskiego

niedziela, 17 lutego 2013

Jean Bousquet Malbec 2011

Butelka Jean Bousquet Malbec 2011 miała w założeniu umilić nam sylwestrowy wieczór. Okazało się jednak, że przeliczyliśmy się w ilości wina i to jedno pozostało nieotwarte aż do dnia wczorajszego. Dosyć dawno malbeka nie piłem i, jak się okazało po przejrzeniu archiwum bloga, o żadnym winie zrobionym z tych winogron dotychczas nie pisałem.

Szczep ten nie bez przyczyny jest uważany za wizytówkę argentyńskiego winiarstwa. W kraju tym, a w szczególności w jego regionie Mendoza, daje wina aksamitnie, cieliste, skoncentrowane, o głębokiej barwie, aromacie konfitur, jeżyn, czekolady i korzennych przypraw. Przed swoja transatlantycką podróżą był hodowany we Francji i używany głównie jako dodatek w kupażach. Wyjątek stanowiło Cahors, gdzie do dziś tworzy się wina, których głównym składnikiem jest malbec, nazywany auxerrois czy côte noir.

Butelka od Jeana Bousqueta pochodzi własnie z regionu Mendoza, a winogrona wykorzystywane do jego produkcji rosną na stanowiskach położonych 1200 m n.p.m. Ponad to producent podaje, że w procesie dojrzewania wino przez 6 miesięcy miało kontakt z dębem amerykańskim i francuskim.

Wino to ma ciemny, prawie czarny kolorNos bardzo przyjemny i zrównoważony. Znajdziemy tu konfitury - malinowe, porzeczkowe i śliwkowe. Ponad to odrobinę pikanterii i czekolady. W ustach dużo owocu z przyjemnie aksamitnymi, miękkimi taninami i umiarkowaną kwasowością. Na finiszu wyczuwalny posmak tytoniu. W swojej cenie na pewno warte polecenia.


Zakupione: Vinifera
Cena: 39 zł


wtorek, 5 lutego 2013

Winne Wtorki - Montalto Nero d'Avola 2009

W związku z tym. że tematem dzisiejszych winnych wtorków jest Sycylia, postanowiłem zrobić drugie podejście do nero d'avola. Kto śledzi bloga w miarę na bieżąco wie, że poprzednia butelka - Cent'are Nero d'Avola 2009 dużego wrażenia na mnie nie wywarła. Montalto Nero d'Avola 2009 planowałem wypić już wczoraj razem z Chianti Classico Monte Guelfo 2009, o czym pisałem na stronie bloga na facebook'u. Losy wieczoru potoczyły się jednak inaczej i o ile chianti zostało otwarte, tak nero d'avola musiało poczekać do dzisiejszego obiadu.

Producentem jest Barone Montalto, firma założona w 2000 roku w Santa Ninfa. Na stronie producenta niestety nie znalazłem mojej butelki. Może to wynikać ze zmiany designu etykiet, wycofania tej  z produkcji tej butelki w ciągu ostatnich 3 lat lub z faktu, że jest to najbardziej podstawowa etykieta od tego producenta i nie chwalą się nią w internecie.To są tylko moje domysły i żadnej pewności nie mam.

Barwa, podobnie jak w przypadku poprzedniego nero d'avola żywa, ciemnoczerwona przypominający kolor czarnych czereśni. W nosie dominują aromaty kompotu czy konfitury owocowej. Znajdziemy tutaj również miód, zioła i zapachy stodolne. Ponadto na początku mocno wyczuwalny był alkohol, który z czasem mniej się narzucał. W ustach krągłe, smukłe z wyraźnymi taninami i dosyć wysoką kwasowością. Cierpkie, lekko ziołowe z owocowym finiszem. Jest to wino przyjemne, ale nie urzeka. Jak podają dystrybutorzy, to wino jest dosyć uniwersalne w kwestii łączenia z potrawami, co moim zdaniem jest jego główną zaletą.


Cena: 36 zł
Zakupione: Wina i specjały we Wrocławiu

Wina z Sycylii próbowali również: Białe nad czerwonymNie zawsze wina, Pisane winem, To co pijemy, Winne przygodyWinniczek

poniedziałek, 4 lutego 2013

Pora na wina znalezione pod choinką

Rudolf Fauth Merlot 2011 jest o tyle ciekawym winem, że jest to jedyna czerwona propozycja z Weingut Fauth, jaką miałem okazję próbować w sierpniu, a która pojawiła się na półkach sklepowych dopiero na krótko przed świętami. Podczas degustacji prezentowana była jako ciekawostka obok dziewięciu białych win z Hesji Nadreńskiej. Pamiętam, że wówczas wino to smakowało bardzo metalicznie, przypominało wręcz smak świeżej krwi, co spowodowane było dojrzewaniem w metalowych kadziach.

Dzisiaj, niespełna pół roku później, po całej metaliczności nie ma już śladu. Wino z barwy jest delikatnie czerwone z brązowymi refleksami i - jak na merlota przystało - bardzo owocowe, bo znajdziemy tutaj intensywne aromaty wiśni i porzeczek z lekko wyczuwalnym alkoholem. W ustach na pierwszym planie owoce z lekka pikanterią, przyjemnie podkreśloną przez dosyć wysoką kwasowość. Proste i przyjemne, chociaż nie wiem czy drugi raz sam bym je kupił.

Drugą otrzymaną na gwiazdkę butelką jest Mastri Vernacoli Marzemino 2011. Przywieziona została przez mojego tatę z narciarskiej podróży w Dolomity. Jest to moje pierwsze spotkanie z tym włoskim winogronem. Na poznajwlochy.com czytamy:

Wino Marzemino DOC zaczęto produkować na terytorium Włoch od 1500 roku używając szczepu winorośla Marzemino. Od tej pory wino Marzemino jest jednym z najbardziej charakterystycznych win terytorium Trydent-Górna Adyga na którym są największe winorośla. [...] Tereny na którym rozwinęła się produkcja tego wina to Mori, Isera, Nomi, Aldeno, Volano, Calliano.

Wino to ma barwę bordową z fioletowymi refleksami. W nosie mocno owocowe, przypomina zapach świeżych, rozgniecionych porzeczek z charakterystyczną cierpkością i nutami roślinnymi - liści, trawy. Do tego trochę landrynek, które z początku były wyraźnie wyczuwalne, a na drugi dzień ich miejsce zajęły aromaty rustykalne. W ustach przyjemne, lekko cierpkie z delikatnymi taninami. Finisz długi z roślinnym posmakiem. Całkiem przyjemne wino, chociaż bardziej widziałbym je jako towarzysza dań aniżeli propozycję do cmokania i picia solo.



sobota, 2 lutego 2013

Chivite Parador Crianza 2007

Styczeń, a w szczególności jego ostatnie tygodnie, zdecydowanie nie był najbardziej udanym miesiącem jeśli chodzi o ilość wypitego wina. Wszystko to przez zmorę każdego studenta, czyli sesję. Kilka dni temu udało mi się szczęśliwie zaliczyć wszytko co było do zaliczenia i mam w perspektywie jeszcze dwa cudowne tygodnie lenistwa. Planuję więc nadrobić braki, wziąć udział w nadchodzących winnych wtorkach i opróżnić kilka czekających na mnie butelek.

Wczorajszego wieczoru wybór padł na wino z Navarry - Chivite Parador Ciranza 2007. Jest to kupaż tempranillo, garnachy i cabernet sauvignon od jednego z największych i najpopularniejszych producentów z tego regionu - Bodegas Chivite. Pół roku temu miałem okazje próbować innego wina z tej serii - Chivite Parador Reserva - i pamiętam, że bardzo mi smakowało. Nie inaczej jest w przypadku tej Crianzy. 
 
Kolor ciemny, rubinowo-wiśniowy. W nosie krótko po otwarciu butelki wyraźnie wyczuwalny alkohol, dużo ziół i dosyć mało owocu. Po chwili jednak wino się otwarło, alkohol się schował i zapachy owoców stały się bardzo wyraźne - głównie porzeczki z lekkimi nutami jagód. Całość uzupełniały delikatne aromaty wanilii i masła. W ustach  smukłe, z łagodnymi taninami i umiarkowaną kwasowością i, czego można się było spodziewać, mocno owocowe z domieszką przypraw ziołowych.

W sieci znalazłem informacje, że to wino nie jest typowym przedstawicielem regionu. Nie jestem w stanie tego ocenić, ponieważ ilość wypitych przeze mnie butelek z Navarry można policzyć na palcach jednej ręki. Niemniej jednak zdecydowanie przypadło mi do gustu.

To wino ma niestety jedną zasadniczą wadę - butelka 0,75 l zbyt szybko się kończy...

Zakupione: Centrum Wina
Cena: 39,51 zł


sobota, 12 stycznia 2013

Botalcura El Delirio Syrah Nebbiolo 2010

Botalcura El Delirio Syrah Nebbiolo 2010 jest winem, którego szczególnie chciałem spróbować, przede wszystkim ze względu na trzydziestoprocentowy udział szczepu nebbiolo. Tak się jednak złożyło, że w ostatnim czasie pierwszeństwo miało kilka innych butelek i ten kupiony przed świętami kupaż musiał grzecznie poczekać na swoją kolej stojąc miesiąc na półce. Raczej mu to nie zaszkodziło, bowiem, jak sugeruje producent, wino to, przy odpowiednich warunkach leżakowania, mogłoby wyczekiwać jeszcze co najmniej dwa lata. Niemniej jednak już dzisiaj wypada bardzo dobrze.

Jest to wino o bardzo przyjemnej, intensywnej ciemnorubinowej barwie z delikatnymi purpurowymi refleksami. W nosie bardzo przyjemne, aromatyczne i mocno owocowe - z początku pojawiają się kandyzowane wiśnie, maliny, porzeczki, które z czasem ustępują miejsca żurawinie i truskawkom. Po chwili wyczuwalna staje się również wanilia i drewno. Producent wskazuje na obecność aromatów kolendry, kopru i kardamonu, których niestety nie udało mi się wychwycić. W ustach bardzo przyjemne, elegancko zbalansowane, nieprzesadzone - dużo owocu, wyraźne taniny i intensywna kwasowość z długim, owocowym i lekko pieprznym finiszem.

Zdecydowanie trafiło w mój gust. Ciekaw jestem innych butelek od tego producenta. Możliwe, że przy najbliższej okazji - o którą niestety, ze względu na chwilowy nieurodzaj wolnego czasu (sesja nadchodzi) może być trudno - na jakąś się skuszę.

Zakupione: Vinifera
Cena: 36 zł


piątek, 4 stycznia 2013

Don Pascual Reserve Pinot Noir 2011

Pinot Noir ma opinię szczepu bardzo kapryśnego, nie tylko pod względem uprawy, ale również winifikacji. Mówi się o nim, że posadzony w złym miejscu nie da nawet przeciętnego wina. Co więcej, nawet na doskonałym stanowisku, ale przy złej pogodzie efekt nie będzie zadowalający. Jest to bowiem odmiana czująca się najlepiej na glebach wapiennych w chłodnym klimacie, w którym niestety często zdarzają się nielubiane przez pinot noir deszcze i mgły. Ponadto winogrona tego szczepu posiadają bardzo cienką, podatną na pęknięcia, skórkę, co z jednej strony może prowadzić do niekontrolowanej fermentacji, a z drugiej powoduje pewną trudność przy utrzymaniu odpowiedniej barwy wina.

Ojczyzną pinot noir jest Burgundia, gdzie w zależności od roku, miejsca czy winiarza może dawać całkiem odmienne wina. Poza Francją ze szczególnym powodzeniem uprawia się tę odmianę w Nowej Zelandii (Marlborough i Central Otago) oraz w Kalifornii; a ponadto w takich krajach jak Argentyna, Australia, Austria (Blauburgunder), Bułgaria, Grecja, Kanada, Macedonia, Meksyk, Niemcy (Spätburgunder), RPA, Węgry, Włochy (Pinot Nero)

W porównaniu do pozostałych szczepów czerwonych, pinot noir daje wina o najjaśniejszej barwie. Najczęściej wyczuwane są aromaty truskawek, czereśni, malin, fiołków, ściółki oraz zależnie od użytej beczki - skóry, wanilii, dymu, trufli czy tytoniu. Udane wina są ubogie w garbniki, delikatne i pełne elegancji.

Dotychczas jakoś nie było mi z tym szczepem po drodze. Próbowałem co prawda jego morawskiej - czerwonej - i alzackiej - różowej - interpretacji, natomiast aż do teraz nie zdarzyło mi się samemu kupić ani jednego pinota. Postanowiłem to zmienić i mój wybór padł na Don Pascual Reserve Pinot Noir 2011. 1/3 tego wina przed butelkowaniem leżakowała w beczkach dębowych.

Wino to ma bladą fioletowo-czerwoną barwę. Stosunkowo dyskretne aromatycznie - wyczuwalne wiśnie i galaretka truskawkowa. W ustach bardzo delikatne, aksamitne z ledwo wyczuwalnym garbnikiem. Mało kwasu, bardzo dużo owocu. Finisz długi i przyjemnie owocowy. Całkiem udane, ale mnie w przeciwieństwie do narzeczonej nie zachwyciło. Może jakaś tajemnicza siła ciągnie ku sobie dwie kapryśne natury...


Zakupione: Vinifera
Cena: 39 zł


wtorek, 1 stycznia 2013

De Leuwen Jagt Cabernet Sauvignon Paarl 2010


Pisząc bloga już jakiś czas, postanowiłem wziąć udział w Winnych Wtorkach, inicjatywie zaproponowanej przez Kubę Jurkiewicza z bloga czerwone czy białe. Mimo mojego stosunkowo niewielkiego doświadczenia uznałem, że jest to ciekawy sposób na poznanie nowych butelek, mając równocześnie możliwość porównać swoje wrażenia z odczuciami innych blogerów. Szkoda tylko, że rzadko zdarza się dwóm osobom oceniać tą samą butelkę.

Tematem mijającego wtorku jest Cabernet Sauvignon z RPA. Bardzo chciałem się dobrze przygotować do swojego debiutu i odpowiednio wcześnie zakupić stosowną butelkę. Jak się niestety okazało, cały mój plan wziął w łeb, gdy po odwiedzeniu sklepów w rodzinnym mieście nie znalazłem ani jednego południowoafrykańskiego caberneta. Już myślałem, że nie uda mi się nic sensownego znaleźć i z udziału w dzisiejszej zabawie nici, gdy okazało się, że w Toruniu, do którego wybrałem się na sylwestra, jest w Viniferze dostępny De Leuwen Jagt Cabernet Sauvignon Paarl 2010. Nad zakupem nie wahałem się ani chwili i tak oto wino zostało jedną z gwiazd sylwestrowej zabawy.

Caberneta piłem już nie raz, natomiast w południowoafrykańskim wydaniu próbowałem tego szczepu po raz pierwszy. Wino z Seidelberg Estate ma ciemną, intensywnie rubinową barwę z delikatnymi przejaśnieniami na brzegach. W nosie dominują aromaty suszonych porzeczek i wiśni z dodatkiem przypraw korzennych. W ustach charakterne, niezbyt ciężkie, z łagodnymi taninami. Dużo więcej nie udało mi się zapamiętać, a i okazja nie sprzyjała robieniu dokładnych notatek. Niemniej jednak na pewno jest to wino warte polecenia.

Zakupione: Vinifera
Cena: 35 zł

Caberneta z RPA pili również: Białe nad czerwonym, Mariusz - Pisane Winem, Blurppp, Winniczek

piątek, 28 grudnia 2012

Laubenstein Riesling Classic 2011

Laubenstein Riesling Classic 2011 to kolejny po  Ruhlmann Cuvée Jean-Charles riesling, którego miałem okazję spróbować w ostatnich dniach. Było to jedno z win, którymi uraczył nas znajomy podczas środowego wieczoru, kiedy to z kieliszkami w dłoniach wybraliśmy się w podróż do Francji, Hiszpanii, Włoch i Niemiec.

Riesling od Wilhelma Laubensteina to wino bardzo aromatyczne o  jasnej barwie. W nosie obecne brzoskwinie i dużo nut kwiatowych. W ustach bardzo przyjemne, lekko musujące, przez co orzeźwiające z wyraźnie wyczuwalnymi owocami - trochę dojrzałych jabłek, brzoskwiń i gruszek. Do tego delikatnie słodkie, ale nie ulepkowate, zrównoważone nienachalną kwasowością, słowem - cieszyło z każdym kieliszkiem. Finisz długi i owocowy. Aż żal, że nie mieliśmy butelki magnum.

Jest to na pewno wino warte polecenia. Nie jestem niestety w stanie podać ani źródła zakupu, ani dokładnej ceny, ale z tego co udało mi się znaleźć w sieci (goodwine.pl), w roczniku 2009 kosztowało około 45 zł.


czwartek, 13 grudnia 2012

Juan Gil Monastrell 4 Meses 2011

W ostatnich dniach miałem okazję spróbować dwóch świetnych butelek z bodegi Juana Gila, prowadzonej obecnie przez jego spadkobierców. Pierwszą była Taringa Monastrell 2011, którą swego czasu polecał Wojciech Bońkowski na Winicjatywie - tutaj znajdziecie relację. Muszę przyznać, że było to jedno z lepszych win jakie ostatnio piłem, a które także dzięki swojej cenie - ok. 23 zł - może się okazać wspaniałym towarzyszem niejednej kolacji. Jednak zasadniczo nie o nim, a o jego niewiele droższym bracie, ma być ta notka.

Juan Gil Monastrell 4 Meses 2011 jest jednym z czterech win, na  temat których możemy znaleźć szczegółowe informacje na stronie producenta. Zostało wytworzone z winogron szczepu monastrell pochodzących z czterdziestoletnich krzewów rosnących w północno-wschodniej Jumilli. Po fermentacji dojrzewało cztery miesiące - 4 meses - w nowych beczkach z francuskiego i amerykańskiego dębu.

Kolor jest bardzo ciemny, wiśniowo-czerwony. Po przyłożeniu nosa do kieliszka uderza moc aromatów - wyraźnie wyczuwalne porzeczki, jeżyny z odrobiną mokrego drewna. Wszystko jest bardzo skoncentrowane i intensywne. W ustach bardzo wyraziste, przyjemnie cierpkie i owocowe. Kwasowość delikatna, łagodne taniny i bardzo długi finisz - przyjemny posmak utrzymywał się długi czas po kolacji. Piliśmy do steków wołowych i wyszło świetnie.

Polecam - podobnie jak Taringa, zdecydowanie warte swojej ceny. Po spróbowaniu tych dwóch butelek bardzo frapuje mnie jak smakuje Juan Gil Monastrell 12 Meses. Myślę, że niedługo swoją ciekawość zaspokoję i wtedy na pewno parę słów o tym winie napiszę.

blog.friendseat.com
Spotkanie z butelkami Juana Gila było dla mnie pierwszą okazją do spróbowania wina ze szczepu monastrell. Przy okazji szukania informacji na temat samego producenta dowiedziałem się co nieco o tym winogronie. Monastrell (mourvèdre) jest szczepem pochodzenia hiszpańskiego, który daje mocne wina czerwone i różowe. Obecnie hodowany głownie w DO Jumilla i Yecla oraz na terenie Katalonii. Poza półwyspem Iberyjskim z powodzeniem uprawiany na południu Francji, w Algierii, Australii, Kalifornii i Tunezji. Mourvèdre rośnie w ciepłym, suchym klimacie gdzie daje małe winogrona o grubej skórze, z których powstają bogate w taniny wina o intensywnych aromatach mięsa, skóry, roślin, ziołowych i mokrej ziemi. Najczęściej występuje w kupażach z syrah i grenache.

Zakupione: Vinifera
Cena: 36 zł

środa, 5 grudnia 2012

Domaine de la Baume Grand Chataignier Merlot 2011

Na zwieńczenie pracowitego dnia wybrałem Domaine de la Baume Grand Chataignier Merlot 2011. Do zakupu zostałem zachęcony przez sprzedawczynię we wrocławskiej Viniferze i muszę powiedzieć, iż nie żałuję, że dałem się skusić. Ponadto tą butelką postanowiłem rozpocząć przygodę z dekantowaniem, a to za sprawą andrzejkowego prezentu - szklanej karafki.

W szkle wino prezentowało się znakomicie - jego barwa jest intensywna, ciemno-czerwona, przypominająca kolor świeżej krwi. Krótko po otwarciu butelki dominował zapach mokrego drewna i kawy, natomiast z każdą minutą na czoło wysuwały się aromaty owoców, szczególnie malin i truskawek. Alkohol, mimo dosyć dużego stężenia (14,5%), był wyczuwalny jedynie w niewielkim stopniu. W ustach bardzo przyjemnie kwasowe i intensywnie owocowe, na początku dosyć cierpkie, z czasem łagodniało, trzymało poziom do ostatniego kieliszka.

To wino zdecydowanie trafiło w mój gust i jeśli zastanę je w sklepie, na pewno sięgnę po nie przy najbliższej okazji. Niestety nie można go znaleźć na stronie internetowej Vinfery, natomiast ta butelka jest również dostępna w jednym z zestawów z oferty 6win.pl

Zakupione: Vinifera
Cena: 39 zł

piątek, 23 listopada 2012

Leyda Reserva Syrah 2010

Kupując opisywane niedawno Ketu Bay Sauvignon Blanc 2010 skusiłem się jeszcze na kilka butelek. Wśród nich znalazł się Leyda Reserva Syrah 2010. Do zakupu zachęcił mnie znajomy, który ochoczo polecał mi tego producenta. Nie bez wpływu na moja decyzję były również pozytywne recenzje znalezione w sieci i informacja, że wino to zdobyło złoty medal w Decanter World Wine Awards 2012. Dlatego otwierając tę butelkę wiele się po jej zawartości spodziewałem i  muszę przyznać, że się nie zawiodłem. O ile pierwszego dnia po otwarciu nie zachwycało, to na drugi dzień zdecydowanie pokazało klasę. 

Kolor bardzo ciemny, rubinowy przypominający barwę dojrzałych wiśni. Po przyłożeniu nosa do kieliszka uderza bogactwo aromatów - znajdziemy zapach mokrych liści, wilgotnej ziemi, ciemnych owoców i czekolady które dominują nad lekko wyczuwalnym alkoholem. Niestety nie udało mi się wychwycić  nut tostów czy przypraw o których czytamy na stronie dystrybutora. W ustach bardzo przyjemne, skoncentrowane, może odrobinę zbyt kwasowe, z delikatnymi taninami i długim finiszem. Podane jako aperitif wypadło bardzo dobrze. 

Viña Leyda, skąd pochodzi opisywane wino, została założona w 1998 roku. Jest położona 7 kilometrów od wybrzeża Oceanu Spokojnego i 95 kilometrów na zachód od Santiago, stolicy Chile. Klimat w tym regionie jest umiarkowany, z deszczowymi zimami i suchym latem. Dominują gleby granitowe. Obecnie uprawy obejmują powierzchnię 290 hektarów. Produkowane wina zostały podzielone na cztery linie: Lot, Sparkling Estra Brut, Single Vineyard oraz Classic/Reserva. Leyda Reserva Syrah 2010 został wytworzony ze stosunkowo młodych winogron zasadzonych na należącym do najcieplejszych, północnym stoku. Przed butelkowaniem wino dojrzewało 8 miesięcy w starych beczkach z francuskiego dębu. 

Zakupione: Vinifera
Cena: 36 zł

piątek, 16 listopada 2012

Nowozelandzki wieczór z sauvignon blanc

Jakiś czas temu spiesząc przez pobliską galerię handlową zatrzymaliśmy się z narzeczoną pod sklepem Centrum Wina, na którego witrynie wisiał duży plakat przedstawiający, będące obecnie w promocji, Kiwi Wine Sauvignon Blanc 2011 (29,90 zł). Weszliśmy, spróbowaliśmy, a że wydało się nawet nawet, wzięliśmy jedną butelkę ze sobą. W domu, gdy miałem już więcej czasu, rzuciłem okiem na kontretykietę i przeczytałem, o zgrozo - Wyprodukowano w Nowej Zelandii. Zabutelkowane w Vinařství Zaječí s.r.o. Zacząłem trochę żałować zakupu, bo te 30 zł można było przecież przeznaczyć na coś ciekawszego niż niewiadomego dokładnie pochodzenia wino, butelkowane w Czechach. Z drugiej strony, w sklepie wydało się nienajgorsze, więc postanowiłem się nie zrażać. Po nowozelandzkie sauvignon blanc nigdy wcześniej nie sięgałem, więc aby mieć jakiś punkt odniesienia wybrałem się do Vinifery i kupiłem Ketu Bay Sauvignon Blanc 2011 (42 zł). Przed samą degustacją postanowiłem dowiedzieć się co nieco na temat produkcji wina na wyspach południowo-zachodniego Pacyfiku.

źrodło - wikipedia
Nowa Zelandia jest krajem w którym powstaje niecałe 0,3 % światowej produkcji wina. Najczęściej hodowanym szczepem jest sauvignon blanc dla którego panują tutaj idealne warunki. Odpowiednio niska temperatura, wiatr i nasłonecznienie powodują, że odmiana ta daje trunki wyraziste i pełne smaku, co trudno uzyskać w innych miejscach na świecie. Rosną tu również chardonnay, riesling, pinot gris, pinot noir, merlot, cabernet sauvignon, syrah i inne. W ciągu ostatnich 50 lat doszło do szybkiego rozwoju produkcji wina - powierzchnia upraw wzrosła od 400 ha w 1960 roku do 29 000 ha w roku 2008. Stało się to za sprawą swego rodzaju boom'u, który nastąpił w latach 90-tych, kiedy to wielu posiadaczy ziemskich postanowiło próbować swoich sił przy produkcji wina. Do dzisiaj wielu z nich produkuje pod własną marką na zasadzie tzw. uprawy kontraktowej, nie mając własnej ziemi. Do najważniejszych regionów winiarskich należą Northland,  Auckland, Waikato/Bay of Plenty, Gisborne, Hawke's Bay, Wellington, Martinborough, Marlborough, Nelson, Canterbury/Waipara i Central Otago.

Marlborough, leżące przy północnych brzegach Wyspy Południowej, jest miejscem pochodzenia Ketu Bay Sauvignon Blanc 2011. Wino to zawiera 12% alkoholu, jego kolor jest bardzo jasny, słomkowy i delikatny. Zapach bardzo bogaty, owocowy, można mieć wręcz wrażenie, że przeniosło się do ogrodu w sierpniowe popołudnie. Znajdziemy tutaj agrest, świeże porzeczki, jeżyny, a nawet owoce tropikalne i aromaty roślinne. W smaku intrygujące, delikatnie kwasowe, dające przyjemność przy każdym kolejnym kieliszku. Przy podaniu w temperaturze 4-6 stopni jest świetne i spokojnie może być podane jako aperitif. Zdecydowanie warte swojej ceny.

Natomiast Kiwi Wine w porównaniu do swojego konkurenta wypada słabo. Jego kolor, podobnie jak Ketu Bay, jest bardzo jasny i delikatny. Nos jest tutaj jednak zdecydowanie bardziej intensywny, ale przy tym mniej bogaty i zróżnicowany. Na pierwszy plan zdecydowanie wysuwa się agrest, który przyćmiewa ledwo dające się wyczuć aromaty porzeczek i traw. W smaku bardzo proste, kwasowe, lekko słone, o krótkim finiszu. Z czasem kwasowość staje się jeszcze intensywniejsza, wręcz nachalna.

Z tych dwóch butelek dużo bardziej ciekawszą propozycją jest Ketu Bay. Daje zdecydowanie większe bogactwo doznań nieporównywalnie większą przyjemność z picia. Kiwi Wine sprawia wrażenie wina zrobionego na wyrost, przesadzonego pod względem intensywności aromatu, który jest przy tym trochę sztuczny. Nie daliśmy mu rady na raz, a co gorsza jeszcze przed degustacją kupiliśmy drugą butelkę na prezent dla kolegi. Oby kolega po spróbowaniu chciał się jeszcze z nami umówić... Bo my na ponowne spotkanie z Kiwi Wine raczej ochoty nie mamy.


niedziela, 28 października 2012

Wieczór z MineWine i Alzacją

W piątek 26 października miałem okazję uczestniczyć w degustacji zorganizowanej przez MineWine w GH Ostrovia. Na  zaproszenie dystrybutora, do Ostrowa Wielkopolskiego przyjechał Fabien Christophe z winnicy Ruhlmann-Schutz w Dambach-la-Ville. Producent ten w ofercie MineWine znajduje się od miesiąca.

Jak czytamy na stronie internetowej, Ruhlmann-Schutz jest firmą prowadzoną przez dwie rodziny - Christine i Jean-Victor Schutz oraz Laurence i André Ruhlmann. Winnice położone są około 40 km na południowy zachód od Strasburga. Charakterystyczne dla tego regionu jest duże zróżnicowanie gleb - znajdziemy tutaj granit, łupek, piaskowiec i wapień. Powierzchnia upraw wynosi około 30 ha. i obejmuje Dambach-la-Ville oraz 4 okoliczne gminy. Uprawiane szczepy to: Auxerrois, Chasselas, Sylvaner, Pinot Blanc, Riesling, Pinot Noir, Pinot Gris, Muscat oraz Gewurztraminer. W piątek spróbowałem 8 win od tego producenta - większość w roczniku 2011, a dwa - Ruhlmann Pinot Gris Grand Cru Frankenstein i Ruhlmann Gewurztraminer Grand Cru Frankenstein - z 2010 roku.

© Ruhlmann
Pierwszą otwartą butelką był Ruhlmann Pinot Blanc Plasir Fruite (45 zł), wino jasne, aromatyczne, świeże, bardzo owocowe przy niezbyt dużej kwasowości, która z każdym łykiem stawała się coraz wyraźniejsza. Udało mi się tutaj wychwycić wyraźne nuty brzoskwiniowe. Doskonale pasowałoby do przystawek, ryb czy białego mięsa, chociaż pite bez towarzystwa jedzenia również dało wiele przyjemności. 

Po pinot blanc przyszła kolej na Ruhlmann Riesling Cuvee Jean-Charles (49 zł). Wyczuć można było bardzo wyraźne nuty kwiatowe i owocowe (lychee, ananas). W smaku dobry balans między owocem a kwasowością, która tutaj była większa niż w poprzednim winie. Prowadzący degustację sugerowali połączenie z halibutem czy owocami morza.

Mieliśmy również okazję porównać dwa pinot gris - Ruhlmann Pinot Gris Tete de curvé(54 zł) oraz Ruhlmann Pinot Gris Grand Cru Frankenstein (89 zł). Pierwsze - w nosie dyskretne aromatycznie, w smaku oleiste, cieliste, zbalansowane pod względem kwasowości - sugerowano pić jako dodatek do białych mięs czy wieprzowych kiełbasek. Drugie natomiast, było zdecydowanie pełniejsze, skoncentrowane, jakby lepiej zharmonizowane.

Jako piąty nalany został Ruhlmann Muscat Fleur de Printemps (49 zł) - moim zdaniem zdecydowana gwiazda tego wieczoru. Wino o bardzo intensywnym zapachu dojrzałych owoców, w smaku świeże, owocowe, o zbalansowanej kwasowości. Idealne jako aperitif.

Jedyną różową propozycją tego wieczoru był Ruhlmann Pinot Noir Étoile de Rose (57 zł). Zapamiętałem to wino dzięki bardzo jasnej, wręcz cielistej barwie (efekt ten uzyskuje się wykorzystując metody produkcji wina białego, ale z użyciem czerwonych winogron). Niestety nie ujęło mnie ani pod względem aromatycznym, ani smakowym.

Ostatnimi winami wieczoru były Gewurztraminery. Ruhlmann Gewurztraminer Vieilles Vignes (54 zł) oraz Ruhlmann Gewurztraminer Grand Cru Frankenstein (99 zł). Oba, co typowe dla tego szczepu, o wyraźnym zapachu kwiatów - w szczególności róż - i egzotycznych owoców. Grand Cru Frankenstein wydało mi się lepiej zbudowane, bardziej oleiste i skoncentrowane.

Moim zdaniem była to bardzo udana degustacja. Szczególnie przypadły mi do gustu Muscat i Riesling, które oprócz tego, że cieszą z każdym kolejnym kieliszkiem, mają znakomity stosunek ceny do jakości, dlatego obie butelki wróciły ze mną do domu.

Było to drugie tego typu spotkanie w ostrowskiej galerii handlowej - poprzednie odbyło się pod koniec sierpnia, wówczas gościem był Rudolf Fauth. Wino, które wtedy kupiłem, ciągle czeka na otwarcie.


czwartek, 25 października 2012

Cent'are Nero d'Avola 2009

Nero d'Avola
18 października w Warszawie miała miejsce szeroko komentowana degustacja win sycylijskich zorganizowana przez Taste Italy, Michele Shah Srl, IRVOS (Instituto Regionale Vini e Olio) oraz Winicjatywę. Czytając komentarze w sieci - Winicjatywa, On Egin Eta Topa, Pisane Winem - postanowiłem postawić pierwszy krok w poznawaniu win z Sycylii i kupiłem Cent'Are Nero d'Avola 2009.

Nero d'Avola jest najbardziej popularną czerwoną odmianą winorośli na Sycylii. Swoją nazwę (Czerń z Avoli) zawdzięcza miejscowości Avola, znajdującej się na południowym brzegu wyspy, oraz bardzo ciemnej barwie.  Szczep też jest znany jako calabrese, co sugeruje jego pochodzenie z Kalabrii - regionu w południowych Włoszech, graniczącego przez Cieśninę Mesyńską z Sycylią. Powierzchnia upraw na wyspie obejmuje ok. 14 000 ha. Autorzy opisujący Nero d'Avola podają, że wina z tego szczepu są miękkie, skoncentrowane, o aromatach ziołowo-korzennych. 

Etykieta/kontretykieta - Cent'Are Nero d'Avola ma intensywny bukiet i nutę owoców lasu. Jest idealne do potraw mięsnych, makaronów, salami czy serów. 100 % Nero d'Avola. Alkoholu 13%. Dystrybutor podaje, że dojrzewało w beczce 4 miesiące.

Przy otwieraniu butelki lekko zaniepokoił mnie gumowy korek, na który trafiałem ostatnio w zdecydowanie tańszych winach. Nie zrażając się zbytnio, nalałem do kieliszków i ukazało mi się wino klarowne,  bardzo ciemne, w kolorze przypominającym czarne czereśnie. W nosie nuty roślinne, naturalne, a przy mocniejszym zakręceniu wręcz... stodolne, co odebrałem na plus. W ustach już nie było tak ciekawie. Wino mało skoncentrowane, lekkie, trochę bez wyrazu z miękką, schowaną taniną. Gdy wróciłem do tej butelki na drugi dzień, wyraźnie wyczuwalny był zapach alkoholu, a smak dalej nie zachwycał.

W moim odczuciu Cent'are Nero d'Avola mogłoby spokojnie zdać egzamin jako wino stołowe. Biorąc jednak pod uwagę jego wysoką cenę, na codzienny obiad można dostać wiele win za dużo mniejsze pieniądze. Podsumowując - ta butelka Nero d'Avola nie wywarła na mnie dużego wrażenia. Nie zamierzam jednak na niej poprzestać i pewnie za jakiś czas sięgnę po propozycję innego producenta.

Zakupione: Centrum Wina
Cena: 46,90 zł