niedziela, 24 marca 2013

Czwartkowy winebaring

Stosunkowo rzadko wychodzimy z narzeczoną na wino do knajpy. Właściwie dotychczas tego typu wypady były całkiem nieświadomie zarezerwowane na specjalne okazje czy spotkania ze znajomymi. Nie ukrywam, że na co dzień łatwiej mi się przejechać samochodem po kilka butelek do sklepu i potem, kiedy mam ochotę, wedle uznania otwierać poszczególne w domu. Nie bez znaczenia jest również fakt, że dla studenckiej kieszeni jest to na pewno opcja dużo tańsza. Dobra knajpa, a w szczególności winebar ma jednak jedną zdecydowaną przewagę - wino na kieliszki.

W ostatnich dniach mieliśmy dosyć napięty terminarz i mało czasu dla siebie, wolny czwartkowy wieczór postanowiliśmy więc spędzić odwiedzając jeden z wrocławskich winebarów - OK WineBar przy Szewskiej. Byliśmy tam drugi raz i muszę przyznać, że dobrze się w tym miejscu czuję - atmosfera jest przyjemna, obsługa miła, a i karta win całkiem obszerna. Jedynym co mi może odrobinę przeszkadza jest momentami obecny zapach wydobywający się z kuchni, który trochę zakłóca odbiór zawartości kieliszka. 

Podczas tego wieczoru mieliśmy okazję spróbować czterech win. 

Chardonnay Moulin de Gassac 2011 - wino bardzo aromatyczne i łatwe w odbiorze. W nosie wychwyciliśmy morele, brzoskwinie, ananasy i nuty kwiatowe. W ustach rześkie, odświeżające, ze słodkawym posmakiem owoców tropikalnych. Zdecydowanie trafiło w mój gust. Cena: kieliszek - 10 zł, butelka - 42 zł.

Guerrieri Rizzardi Soave Classico 2010 - bardzo aromatyczny kupaż chardonnay, garganega i trebbiano o intensywnym zapachu miodu, gruszek i goździków. W ustach ponownie gruszki z miodowym posmakiem. Bardzo przyjemne. Cena: kieliszek - 12 zł, butelka - 46 zł.

Bodegas Munoz Casa de la Vega Tempranillo 2011 - Pierwsze z dwóch czerwonych o bardzo intensywnym aromacie masła i karmelu ze schowanymi gdzieś głębiej nutami owocowymi - szczególnie suszonych śliwek. W ustach smukłe, dosyć łagodne i bardzo karmelowe. Bardzo pouczająca dla mnie butelka - pierwszy raz czułem tak intensywny zapach masła i karmelu. Cena: kieliszek - 11 zł, butelka - 49 zł.

Pinot Noir Aresti Estate Selection 2011 - Wino o intensywnych aromatach stodoły, mokrego siana. W ustach nieprzyjemne z rustykalnym posmakiem. Dałem mu 25 minut licząc na to, ze trochę złagodnieje, ale na nic się to nie zdało. Zdecydowanie mi nie podeszło. Jedyne nietrafione wino tego wieczoru. Cena: kieliszek - 9 zł, butelka - 45 zł.


Francuski Ostrów Wielkopolski

wtorek, 19 marca 2013

Winne wtorki - bycza krew z Egeru

Na popularne wino z Egeru - tak zwaną byczą krew - natknął się chyba każdy, kto kiedykolwiek zatrzymał się chwilę przy stoisku z alkoholami. Są to wina szeroko dostępne - znajdziemy zarówno w sklepach osiedlowych, jak i marketach czy na stacjach benzynowych. Mimo, iż są jednym z hitów eksportowych Węgier, mają reputację win często rozcieńczanych, okupujących zwykle najniższe półki, dlatego dotychczas nie było mi z nimi po drodze. Okazją do spróbowania tego bywalca wielu studenckich imprez stały się dzisiejsze winne wtorki, których temat - Eger - zaproponował Irek - Blurppp.

Oczywiście Eger to nie tylko Bikaver - co więcej, od początku XXI wieku tamtejsza sztuka winiarstwa prężnie się rozwija. Dlatego w pierwszej chwili planowałem sięgnąć po jednego z egerskich pinotów wspominanych w Wielkim Atlasie Świata Win. Ostatecznie jednak nie udało mi się zdobyć żadnego i musiałem się zadowolić znalezioną w społemowskim sklepie butelką Egri Bikaver 2011.

Wino otworzyłem już wczoraj, aby ewentualnie dać mu szansę na drugi dzień, co wcale nie okazało się złym pomysłem. Nasze pierwsze spotkanie - nie owijając w bawełnę - wypadło źle. W nosie dominował alkohol w połączeniu z zapachem lakieru. W ustach chaos - z jednej strony dużo kwasu, z drugiej owoc jakiś taki rozwodniony z przemysłowym posmakiem. Zdecydowanie nie miałem ochoty dopijać zawartości kieliszka, o drugim już nie wspominając. Noc w lodówce i podanie w niższej temperaturze spowodowały, że aromaty stały się mniej agresywne - pojawiła się konfitura wiśniowa i zapach irysów wedlowskich irysków, a alkohol trochę się schował. W ustach dalej nie było szału - ciągle rozwodnione, ale już jakby bardziej znośnie. Mimo to ciągle zdecydowanie na nie.

Kupując butelkę wiedziałem mniej więcej czego się mogę spodziewać, a mimo to łudziłem się, że może mnie jakoś pozytywnie zaskoczy. Jak się jednak okazało - nic bardziej błędnego. Mam nadzieję, że pozostali wtorkowicze dokonali lepszego wyboru.



Zakupione: Delikatesy T&J
Cena: 13,99 zł


Francuski Ostrów Wielkopolski | Angielski Ostrów Wielkopolski

środa, 13 marca 2013

Pocztówki z podróży - St. Magdalener Klassisch i Lagrein

Mój tato, zapalony narciarz, dwa-trzy razy w roku jedzie w góry i tam przez tydzień zapamiętale wjeżdża i zjeżdża, codziennie, niezależnie od pogody. Z takiego wypadu przywozi często jakiś drobiazg dla mnie i dla brata. Ostatnimi czasy najczęściej jest to butelka alkoholu od lokalnego producenta. Czasem są to wina zrobione z winogron hodowanych na całym świecie, kiedy indziej uprawianych tylko w danym regionie. Szczególnie cieszę się z win z lokalnych szczepów - jest to zawsze okazja, żeby swoje winne horyzonty lekko poszerzyć. Tak było i tym razem.

Obie butelki - St. Magdalener Klassisch i Lagrein - pochodzą od tego samego producenta, St. Pauls. Jest to duża winiarnia powstała ponad sto lat temu jako zrzeszenie lokalnych winiarzy. Wina które otrzymałem nie należą do najwyższych linii tego producenta. Co więcej - nie znalazłem ich nawet na stronie internetowej. Niemniej jednak mam nadzieję, że chociaż w części oddają charakterystykę regionu.

Na pierwszy ogień poszła butelka St. Magdalener Klassisch St. Pauls 2011. Jest to wino o delikatnej, bladej, prześwitującej czerwonej barwie. Dominują proste aromaty owocowe - są porzeczki, są jagody i może trochę wiśni. Odrobinę zbyt mocno wyczuwalny alkohol, w szczególności drugiego dnia. W ustach, podobnie jak w nosie, dużo ciemnych owoców. Ponadto lekka cierpkość i przyjemna kwasowość. Nie jest to może wino do dłuższej kontemplacji, ale pite jako towarzystwo smażonej wieprzowiny nie wypadło źle. Myślę, że bardziej schłodzone fajnie piłoby się je podczas upałów - na ochłodę. Lubię takie pocztówki z podróży!


środa, 6 marca 2013

Spóźnione Corbières - Chateau la Bastide

Tym razem naprawdę chciałem wziąć udział w winnych wtorkach -ostatnie mnie ominęły, bo byłem na wakacjach i nie zdążyłem, a przecież nie po to dołączyłem do zabawy, żeby potem raz za razem opuszczać. Tym razem też się odrobinę zagapiłem i wina z apelacji Corbières, która była tematem wczorajszego dnia, zacząłem szukać dopiero w poniedziałek. W przeciwieństwie do Jakuba, który miał problem ze znalezieniem odpowiedniej butelki w Poznaniu, ja na szczęście swoją znalazłem już w pierwszym sklepie do którego napisałem. Niestety przez całe popołudnie mnie coś brało i gdy wieczorem przyszedłem do domu nos miałem już całkowicie zapakowany. Nie było rady - musiałem odpuścić. Wczoraj wcale nie było lepiej i dopiero dzisiaj czuję się dość komfortowo, aby zobaczyć czy i moja butelka Chateau la Bastide 2010 będzie tak udana jak kilku innych blogerów. 

Wino jest kupażem trzech podstawowych dla tej apelacji szczepów -syrah gra tutaj pierwsze skrzypce i stanowi 60%, a trio uzupełniają granache i mourvèdre - po 20%. Producentem jest Guilhem Durand, który wraz z żoną, Anne-Marie jest właścicielem Chateau la Bastide. Posiadłość położona jest w północnej części apelacji i w obrębie AOC Corbières obejmuje obszar 70 ha. Za jakość produkowanego wina, oprócz państwa Durand odpowiedzialny jest również Claude Gros, który ma swój udział w produkcji win z niejednego chateau w tym regionie.

Warto było odzyskać węch, aby poczuć wyszystko co to wino ma do zaoferowania. Tym co od razu uderza w nos, jest wyraźny zapach mięty i ziół przypominający mi gumy Airwaves, oraz charakterystyczna dla syrah pieprzność. Gdzieś w tle zaznaczają swoją obecność ciemne owoce. Przy pierwszym łyku przyjemnie wypełnia usta. Jest przy tym mocno kwasowe, pikantne i odświeżające z wyraźnie ziołową końcówką. Jedno z ciekawszych win, które ostatnio piłem.

niedziela, 3 marca 2013

Lorca Monastrell 2008 + KONKURS

Na początku roku w kilkakrotnie przeze mnie odwiedzanym lokalu przy ulicy Słowiczej we Wrocławiu nastąpiło małe przetasowanie. Mający tam wcześniej siedzibę sklep V.Vinifera przeniósł się na Hallera, a jego miejsce zajął Kondrat Wina Wybrane. O ofercie nowego dziecka Marka Kondrata czytałem już wielokrotnie, czy to na Winicjatywie, czy na innych blogach, dlatego też mając w zeszły poniedziałek przerwę miedzy zajęciami - niestety bardzo krótką - wskoczyłem na mały rekonesans. Kilka minut spędzone w sklepie na rozmowie ze sprzedawcą zaowocowało zakupem dwóch butelek. Jedną z nich jest właśnie Lorca Monastrell 2008 .

Moje dotychczasowe doświadczenia ze szczepem monastrell były zdecydowanie udane. Nie inaczej jest tym razem. Jest to wino o ciemnej intensywnej barwie. Po przyłożeniu nosa do kieliszka na początku mocno wyczuwalny był alkohol, z czasem jednak ustąpił pola bardziej pożądanym aromatom - przetworzonych truskawek, malin, jeżyn oraz pieprzu i tytoniu. Miałem również wrażenie, że gdzieś tam w tle delikatnie wyczuwalne były również anyżek i co ciekawe - kminek. W smaku bardzo przyjemne, dobrze zbudowane, z delikatnymi taninami. Owocowy posmak utrzymywał się w ustach jeszcze przez długi czas. Piliśmy zagryzając dosyć pikantną sałatką i zdecydowanie dało radę. W swojej cenie solidna propozycja.


Zakupione: Kondrat Wina Wybrane
Cena: 33 zł


Wszystkich ciekawych mojego drugiego zakupu zapraszam na fejsbukową stronę bloga, gdzie do wtorkowego popołudnia trwa łatwy i przyjemny konkurs, którego zwycięzca otrzyma właśnie wspomnianą drugą butelkę. Więcej szczegółów tutaj.