niedziela, 24 marca 2013

Czwartkowy winebaring

Stosunkowo rzadko wychodzimy z narzeczoną na wino do knajpy. Właściwie dotychczas tego typu wypady były całkiem nieświadomie zarezerwowane na specjalne okazje czy spotkania ze znajomymi. Nie ukrywam, że na co dzień łatwiej mi się przejechać samochodem po kilka butelek do sklepu i potem, kiedy mam ochotę, wedle uznania otwierać poszczególne w domu. Nie bez znaczenia jest również fakt, że dla studenckiej kieszeni jest to na pewno opcja dużo tańsza. Dobra knajpa, a w szczególności winebar ma jednak jedną zdecydowaną przewagę - wino na kieliszki.

W ostatnich dniach mieliśmy dosyć napięty terminarz i mało czasu dla siebie, wolny czwartkowy wieczór postanowiliśmy więc spędzić odwiedzając jeden z wrocławskich winebarów - OK WineBar przy Szewskiej. Byliśmy tam drugi raz i muszę przyznać, że dobrze się w tym miejscu czuję - atmosfera jest przyjemna, obsługa miła, a i karta win całkiem obszerna. Jedynym co mi może odrobinę przeszkadza jest momentami obecny zapach wydobywający się z kuchni, który trochę zakłóca odbiór zawartości kieliszka. 

Podczas tego wieczoru mieliśmy okazję spróbować czterech win. 

Chardonnay Moulin de Gassac 2011 - wino bardzo aromatyczne i łatwe w odbiorze. W nosie wychwyciliśmy morele, brzoskwinie, ananasy i nuty kwiatowe. W ustach rześkie, odświeżające, ze słodkawym posmakiem owoców tropikalnych. Zdecydowanie trafiło w mój gust. Cena: kieliszek - 10 zł, butelka - 42 zł.

Guerrieri Rizzardi Soave Classico 2010 - bardzo aromatyczny kupaż chardonnay, garganega i trebbiano o intensywnym zapachu miodu, gruszek i goździków. W ustach ponownie gruszki z miodowym posmakiem. Bardzo przyjemne. Cena: kieliszek - 12 zł, butelka - 46 zł.

Bodegas Munoz Casa de la Vega Tempranillo 2011 - Pierwsze z dwóch czerwonych o bardzo intensywnym aromacie masła i karmelu ze schowanymi gdzieś głębiej nutami owocowymi - szczególnie suszonych śliwek. W ustach smukłe, dosyć łagodne i bardzo karmelowe. Bardzo pouczająca dla mnie butelka - pierwszy raz czułem tak intensywny zapach masła i karmelu. Cena: kieliszek - 11 zł, butelka - 49 zł.

Pinot Noir Aresti Estate Selection 2011 - Wino o intensywnych aromatach stodoły, mokrego siana. W ustach nieprzyjemne z rustykalnym posmakiem. Dałem mu 25 minut licząc na to, ze trochę złagodnieje, ale na nic się to nie zdało. Zdecydowanie mi nie podeszło. Jedyne nietrafione wino tego wieczoru. Cena: kieliszek - 9 zł, butelka - 45 zł.


Francuski Ostrów Wielkopolski

wtorek, 19 marca 2013

Winne wtorki - bycza krew z Egeru

Na popularne wino z Egeru - tak zwaną byczą krew - natknął się chyba każdy, kto kiedykolwiek zatrzymał się chwilę przy stoisku z alkoholami. Są to wina szeroko dostępne - znajdziemy zarówno w sklepach osiedlowych, jak i marketach czy na stacjach benzynowych. Mimo, iż są jednym z hitów eksportowych Węgier, mają reputację win często rozcieńczanych, okupujących zwykle najniższe półki, dlatego dotychczas nie było mi z nimi po drodze. Okazją do spróbowania tego bywalca wielu studenckich imprez stały się dzisiejsze winne wtorki, których temat - Eger - zaproponował Irek - Blurppp.

Oczywiście Eger to nie tylko Bikaver - co więcej, od początku XXI wieku tamtejsza sztuka winiarstwa prężnie się rozwija. Dlatego w pierwszej chwili planowałem sięgnąć po jednego z egerskich pinotów wspominanych w Wielkim Atlasie Świata Win. Ostatecznie jednak nie udało mi się zdobyć żadnego i musiałem się zadowolić znalezioną w społemowskim sklepie butelką Egri Bikaver 2011.

Wino otworzyłem już wczoraj, aby ewentualnie dać mu szansę na drugi dzień, co wcale nie okazało się złym pomysłem. Nasze pierwsze spotkanie - nie owijając w bawełnę - wypadło źle. W nosie dominował alkohol w połączeniu z zapachem lakieru. W ustach chaos - z jednej strony dużo kwasu, z drugiej owoc jakiś taki rozwodniony z przemysłowym posmakiem. Zdecydowanie nie miałem ochoty dopijać zawartości kieliszka, o drugim już nie wspominając. Noc w lodówce i podanie w niższej temperaturze spowodowały, że aromaty stały się mniej agresywne - pojawiła się konfitura wiśniowa i zapach irysów wedlowskich irysków, a alkohol trochę się schował. W ustach dalej nie było szału - ciągle rozwodnione, ale już jakby bardziej znośnie. Mimo to ciągle zdecydowanie na nie.

Kupując butelkę wiedziałem mniej więcej czego się mogę spodziewać, a mimo to łudziłem się, że może mnie jakoś pozytywnie zaskoczy. Jak się jednak okazało - nic bardziej błędnego. Mam nadzieję, że pozostali wtorkowicze dokonali lepszego wyboru.



Zakupione: Delikatesy T&J
Cena: 13,99 zł


Francuski Ostrów Wielkopolski | Angielski Ostrów Wielkopolski

środa, 13 marca 2013

Pocztówki z podróży - St. Magdalener Klassisch i Lagrein

Mój tato, zapalony narciarz, dwa-trzy razy w roku jedzie w góry i tam przez tydzień zapamiętale wjeżdża i zjeżdża, codziennie, niezależnie od pogody. Z takiego wypadu przywozi często jakiś drobiazg dla mnie i dla brata. Ostatnimi czasy najczęściej jest to butelka alkoholu od lokalnego producenta. Czasem są to wina zrobione z winogron hodowanych na całym świecie, kiedy indziej uprawianych tylko w danym regionie. Szczególnie cieszę się z win z lokalnych szczepów - jest to zawsze okazja, żeby swoje winne horyzonty lekko poszerzyć. Tak było i tym razem.

Obie butelki - St. Magdalener Klassisch i Lagrein - pochodzą od tego samego producenta, St. Pauls. Jest to duża winiarnia powstała ponad sto lat temu jako zrzeszenie lokalnych winiarzy. Wina które otrzymałem nie należą do najwyższych linii tego producenta. Co więcej - nie znalazłem ich nawet na stronie internetowej. Niemniej jednak mam nadzieję, że chociaż w części oddają charakterystykę regionu.

Na pierwszy ogień poszła butelka St. Magdalener Klassisch St. Pauls 2011. Jest to wino o delikatnej, bladej, prześwitującej czerwonej barwie. Dominują proste aromaty owocowe - są porzeczki, są jagody i może trochę wiśni. Odrobinę zbyt mocno wyczuwalny alkohol, w szczególności drugiego dnia. W ustach, podobnie jak w nosie, dużo ciemnych owoców. Ponadto lekka cierpkość i przyjemna kwasowość. Nie jest to może wino do dłuższej kontemplacji, ale pite jako towarzystwo smażonej wieprzowiny nie wypadło źle. Myślę, że bardziej schłodzone fajnie piłoby się je podczas upałów - na ochłodę. Lubię takie pocztówki z podróży!


środa, 6 marca 2013

Spóźnione Corbières - Chateau la Bastide

Tym razem naprawdę chciałem wziąć udział w winnych wtorkach -ostatnie mnie ominęły, bo byłem na wakacjach i nie zdążyłem, a przecież nie po to dołączyłem do zabawy, żeby potem raz za razem opuszczać. Tym razem też się odrobinę zagapiłem i wina z apelacji Corbières, która była tematem wczorajszego dnia, zacząłem szukać dopiero w poniedziałek. W przeciwieństwie do Jakuba, który miał problem ze znalezieniem odpowiedniej butelki w Poznaniu, ja na szczęście swoją znalazłem już w pierwszym sklepie do którego napisałem. Niestety przez całe popołudnie mnie coś brało i gdy wieczorem przyszedłem do domu nos miałem już całkowicie zapakowany. Nie było rady - musiałem odpuścić. Wczoraj wcale nie było lepiej i dopiero dzisiaj czuję się dość komfortowo, aby zobaczyć czy i moja butelka Chateau la Bastide 2010 będzie tak udana jak kilku innych blogerów. 

Wino jest kupażem trzech podstawowych dla tej apelacji szczepów -syrah gra tutaj pierwsze skrzypce i stanowi 60%, a trio uzupełniają granache i mourvèdre - po 20%. Producentem jest Guilhem Durand, który wraz z żoną, Anne-Marie jest właścicielem Chateau la Bastide. Posiadłość położona jest w północnej części apelacji i w obrębie AOC Corbières obejmuje obszar 70 ha. Za jakość produkowanego wina, oprócz państwa Durand odpowiedzialny jest również Claude Gros, który ma swój udział w produkcji win z niejednego chateau w tym regionie.

Warto było odzyskać węch, aby poczuć wyszystko co to wino ma do zaoferowania. Tym co od razu uderza w nos, jest wyraźny zapach mięty i ziół przypominający mi gumy Airwaves, oraz charakterystyczna dla syrah pieprzność. Gdzieś w tle zaznaczają swoją obecność ciemne owoce. Przy pierwszym łyku przyjemnie wypełnia usta. Jest przy tym mocno kwasowe, pikantne i odświeżające z wyraźnie ziołową końcówką. Jedno z ciekawszych win, które ostatnio piłem.

niedziela, 3 marca 2013

Lorca Monastrell 2008 + KONKURS

Na początku roku w kilkakrotnie przeze mnie odwiedzanym lokalu przy ulicy Słowiczej we Wrocławiu nastąpiło małe przetasowanie. Mający tam wcześniej siedzibę sklep V.Vinifera przeniósł się na Hallera, a jego miejsce zajął Kondrat Wina Wybrane. O ofercie nowego dziecka Marka Kondrata czytałem już wielokrotnie, czy to na Winicjatywie, czy na innych blogach, dlatego też mając w zeszły poniedziałek przerwę miedzy zajęciami - niestety bardzo krótką - wskoczyłem na mały rekonesans. Kilka minut spędzone w sklepie na rozmowie ze sprzedawcą zaowocowało zakupem dwóch butelek. Jedną z nich jest właśnie Lorca Monastrell 2008 .

Moje dotychczasowe doświadczenia ze szczepem monastrell były zdecydowanie udane. Nie inaczej jest tym razem. Jest to wino o ciemnej intensywnej barwie. Po przyłożeniu nosa do kieliszka na początku mocno wyczuwalny był alkohol, z czasem jednak ustąpił pola bardziej pożądanym aromatom - przetworzonych truskawek, malin, jeżyn oraz pieprzu i tytoniu. Miałem również wrażenie, że gdzieś tam w tle delikatnie wyczuwalne były również anyżek i co ciekawe - kminek. W smaku bardzo przyjemne, dobrze zbudowane, z delikatnymi taninami. Owocowy posmak utrzymywał się w ustach jeszcze przez długi czas. Piliśmy zagryzając dosyć pikantną sałatką i zdecydowanie dało radę. W swojej cenie solidna propozycja.


Zakupione: Kondrat Wina Wybrane
Cena: 33 zł


Wszystkich ciekawych mojego drugiego zakupu zapraszam na fejsbukową stronę bloga, gdzie do wtorkowego popołudnia trwa łatwy i przyjemny konkurs, którego zwycięzca otrzyma właśnie wspomnianą drugą butelkę. Więcej szczegółów tutaj.


poniedziałek, 25 lutego 2013

Jean Geiler Chasselas 2010

Ostatnimi czasy zarówno tutaj na blogu, jak i w moim kieliszku zdecydowanie dominują wina czerwone. Nie ma w tym nic dziwnego - w końcu zimą jakoś instynktownie chętniej po nie sięgamy, a białe, o ile nie pasują nam akurat do ryby czy innych owoców morza, odkładamy na czas w którym temperatura na dworze trochę wzrośnie, a dni staną się dłuższe. Wczoraj jednak naszła mnie ochota na wołającą mnie już jakiś czas butelkę Jean Geiler Chasselas 2010 z Alzacji.

Po przyłożeniu nosa do kieliszka trudno jest nie pomyśleć o nadchodzącej wiośnie czy lecie - znajdziemy tutaj aromaty owoców egzotycznych, cytrusów i kwiatów. W ustach świeżo po otwarciu lekko musujące, odświeżające, ze średnią kwasowością i wczorajszego dnia słabiej, dziś już wyraźniej, wyczuwalną delikatną słodyczą. Finisz długi, orzeźwiająco owocowy z lekką goryczką.

Bardzo przyjemne wino, które na drugi dzień smakuje jeszcze lepiej.  Jego cena wydaje mi się jednak odrobinę za wysoka. Mimo to myślę, że warto sobie o nim przypomnieć, gdy w środku wakacji będziemy się zastanawiać czym umilić sobie wieczór po upalnym dniu.


Zakupione: Wina i specjały
Cena: ok. 40 zł


piątek, 22 lutego 2013

Tapas, tortilla i hiszpańskie Camposy

Parę tygodni temu otrzymałem od przedstawiciela Wineonline wiadomość o planowanej akcji promocyjnej win hiszpańskich z zapytaniem, czy nie zechciałbym spróbować kilku butelek znajdujących się w ofercie. Była to jak na razie pierwsza tego typu propozycja - dotychczas piłem głównie wina kupione osobiście, ewentualnie otrzymane w prezencie od znajomych czy proponowane podczas nielicznych degustacji w których miałem okazję uczestniczyć. Nie odmówiłem, adres podałem i w końcu, w ubiegły wtorek, do moich drzwi zadzwonił kurier. W paczce znajdowało się sześć win z serii Campos de Espana - dwa białe i cztery czerwone.

W mailu od Wineonline znalazłem następujące informacje - Seria win CAMPOS DE ESPANA ma z założenia pokazać najbardziej znane szczepy hiszpańskie uprawiane w optymalnych dla nich siedliskach. Pragnieniem pomysłodawcy projektu – Roberta Huntera, było sprzedawanie win w jak najwyższej jakości przy zachowaniu rozsądnych cen. Na stronie internetowej producenta - Vinergia - dostępne są informacje dotyczące zarówno regionów upraw jak i konkretnych butelek.

Na degustację w środowy wieczór zaprosiliśmy kilku znajomych i w siedem osób wspólnie oglądaliśmy, wąchaliśmy i próbowaliśmy kolejnych win zagryzając przygotowane wcześniej hiszpańskie tapas. Na pierwszy ogień poszły oczywiście wina białe.

Campos de Sueños 2011 to czyste, 100% verdejo z Ruedy. Barwa jasna, blada, wręcz słomkowa. W nosie dużo owoców - głównie cytrusów, ew. tropikalnych oraz delikatne nuty kwaitowe. W ustach dużo owocu, trochę słodyczy równoważonej umiarkowaną kwasowością. Przyjemne, ale nie porywa.

Campos de Luz 2011 jest kupażem trzech szczepów - 50% viura, 40% chardonnay i 10% muscat. Z pierwszym z nich spotkałem się po raz pierwszy. Wino to ma zdecydowanie ciemniejszą , złocistą barwę i lekko oleistą konsystencję. W nosie dyskretne aromatycznie. W ustach zdecydowanie poważniejsze niż de Sueños - większa kwasowość, lekko gorzkawe z umiarkowanym owocem.

W sumie zgodnie oceniliśmy, że białe wina nie zachwyciły - w cenie do trzydziestu złotych do wzięcia, ale nie więcej. Ciężko nam było jednoznacznie powiedzieć, która butelka była lepsza. Większość skłaniała się jednak ku de Luz, chociaż mi bardziej do gustu przypadł de Sueños - ze względu na intensywniejsze aromaty i lekką słodycz.

Po winach białych przyszła pora na czerwone. Pierwsze do kieliszka trafiło Campos de Viento 2010. Wino z ojczyzny don Kichota powstało w całości z winogron tempranillo. Barwa intensywna czerwono-fioletowa. W nosie bardzo wyraziste - moc czerwonych owoców, z aromatami tytoniu i pieprzu. W ustach zbalansowane, poważne, dosyć ciężkie, mocno owocowe z wyraźnymi taninami. Finisz długi i owocowy. Nie ma co się zastanawiać - brać. Moim zdaniem pierwsza gwiazda tego wieczoru - drugą jest Campos de Risca 2011 z Jumilli. Jest to kupaż dwóch szczepów - 90% Monastrell i 10% Syrah. W nosie wyraźnie dżemowe aromaty przetworzonych owoców z przyprawami ziołowymi. Usta cieliste, pełne i dobrze zbalansowane.

Campos de Luz 2011 to 100% garnacha z d.o. Cariñena. W nosie intensywnie owocowe - znajdziemy maliny, truskawki i porzeczki z odrobiną pikanterii. W ustach dużo owocu i wysoka kwasowość i mocno wyczuwalny alkohol. Całość dosyć średnia. Spodziewaliśmy się czegoś więcej, tym bardziej, że wino to w roczniku 2009 zostało nagrodzone brązowym medalem Magazynu Wino w kategorii do 30 zł. Podobne mieszane uczucia mieliśmy w stosunku do Campos de Hojas 2011. Wino to, powstałe w 100% z tempranillo, znakomicie wypadło podczas ostatniego panelu degustacyjnego winicjatywy, ale nas do siebie nie przekonało. O ile landrynkowe wiśnie, czy czereśnie były wyczuwalne, tak róż czy piwonii o których pisze Wojciech Bońkowski nie wyłapałem. Może było to spowodowane późną porą czy ilością wcześniej wypitego wina - nie wiem.

W moim odczuciu wina z serii Campos de Espana ciężko nazwać winami wybitnymi. Należy jednak pamiętać o ich cenie, która w sklepie internetowym Winestory oscyluje między 29 a 37 złotymi. Ponad to zgodnie z zapewnieniami dystrybutora w okresie od 27 lutego do 31 marca będzie jeszcze niższa - nie przekroczy 30 zł. Myśle, że warto wówczas zwrócić uwagę na dwa wina - Campos de Viento 2010 i Campos de Risca 2011.


Wina otrzymałem do degustacji od dystrybutora - Wineonline. Dziękuję!


niedziela, 17 lutego 2013

Jean Bousquet Malbec 2011

Butelka Jean Bousquet Malbec 2011 miała w założeniu umilić nam sylwestrowy wieczór. Okazało się jednak, że przeliczyliśmy się w ilości wina i to jedno pozostało nieotwarte aż do dnia wczorajszego. Dosyć dawno malbeka nie piłem i, jak się okazało po przejrzeniu archiwum bloga, o żadnym winie zrobionym z tych winogron dotychczas nie pisałem.

Szczep ten nie bez przyczyny jest uważany za wizytówkę argentyńskiego winiarstwa. W kraju tym, a w szczególności w jego regionie Mendoza, daje wina aksamitnie, cieliste, skoncentrowane, o głębokiej barwie, aromacie konfitur, jeżyn, czekolady i korzennych przypraw. Przed swoja transatlantycką podróżą był hodowany we Francji i używany głównie jako dodatek w kupażach. Wyjątek stanowiło Cahors, gdzie do dziś tworzy się wina, których głównym składnikiem jest malbec, nazywany auxerrois czy côte noir.

Butelka od Jeana Bousqueta pochodzi własnie z regionu Mendoza, a winogrona wykorzystywane do jego produkcji rosną na stanowiskach położonych 1200 m n.p.m. Ponad to producent podaje, że w procesie dojrzewania wino przez 6 miesięcy miało kontakt z dębem amerykańskim i francuskim.

Wino to ma ciemny, prawie czarny kolorNos bardzo przyjemny i zrównoważony. Znajdziemy tu konfitury - malinowe, porzeczkowe i śliwkowe. Ponad to odrobinę pikanterii i czekolady. W ustach dużo owocu z przyjemnie aksamitnymi, miękkimi taninami i umiarkowaną kwasowością. Na finiszu wyczuwalny posmak tytoniu. W swojej cenie na pewno warte polecenia.


Zakupione: Vinifera
Cena: 39 zł


poniedziałek, 11 lutego 2013

W ganianego po portugalsku

Niepoort Berek 2008 jest trzecim kolejnym, i jak na razie najmłodszym, rocznikiem wina od Dirka Niepoorta. Jest to jedna z etykiet linii Fabulous, wprowadzonej w 2004 roku celem zachęcenia konsumentów na rynku niemieckim do zakupu win z Douro DOC. Pierwsza z etykiet zaprojektowana została przez Wilhelma Busha. Po sukcesie u naszych zachodnich sąsiadów postanowiono wprowadzić wina okraszone rysunkami lokalnych artystów również w innych krajach. I w ten właśnie sposób do Polski trafił Berek z etykietą zaprojektowaną przez Andrzeja Mleczkę. Ze wszystkimi winami z tej linii można się zapoznać na stronie producenta. Znajdziecie tam również szczegółowe informacje dotyczące każdej butelki z danego rocznika, takie jak średni wiek winorośli, położenie stanowisk nad powierzchnią morza czy metodę i okres zbiorów oraz wiele innych.

Berek i jego brytyjski odpowiednik - Drink Me - były degustowane przez blogerów z Białe nad czerwonym i To co pijemy podczas Winnych Wtorków w listopadzie i ich wrażenia były nienajgorsze. Dlatego gdy natknąłem się na Berka w sklepie Wina i Specjały, skorzystałem z okazji i kupiłem butelkę.

W kieliszku wino prezentuje się ciekawie, ma intensywną rubinową barwę. W nosie dyskretne aromatycznie - trochę śliwek, momentami wyczuwalna lekka słodycz - może trochę aromatów kwiatowych. Do tego odrobina pikanterii. Sprawia wrażenie lekko chaotycznego - miałem wrażenie, że co chwilę inne aromaty były wyraźniejsze. Usta intrygujące - znajdziemy tu wysoką kwasowość, przyjemną cierpkość, dużo pikanterii, śliwki i jakieś zioła, nie umiałem ich jednak dokładnie zidentyfikować. Popijałem zagryzając zielonymi oliwkami, z którymi to wino bardzo fajnie zagrało.


Jak na razie było to jedno z najdroższych kupionych przeze mnie win - do sklepowej ceny 51 złotych musiałem doliczyć jeszcze 100 mandatu za nieprawidłowe parkowanie. I o ile 150 zł to ta butelka warta nie jest, to myślę, że za pięć dych można się skusić.


Zakupione: Wina i specjały
Cena: 51 zł


wtorek, 5 lutego 2013

Winne Wtorki - Montalto Nero d'Avola 2009

W związku z tym. że tematem dzisiejszych winnych wtorków jest Sycylia, postanowiłem zrobić drugie podejście do nero d'avola. Kto śledzi bloga w miarę na bieżąco wie, że poprzednia butelka - Cent'are Nero d'Avola 2009 dużego wrażenia na mnie nie wywarła. Montalto Nero d'Avola 2009 planowałem wypić już wczoraj razem z Chianti Classico Monte Guelfo 2009, o czym pisałem na stronie bloga na facebook'u. Losy wieczoru potoczyły się jednak inaczej i o ile chianti zostało otwarte, tak nero d'avola musiało poczekać do dzisiejszego obiadu.

Producentem jest Barone Montalto, firma założona w 2000 roku w Santa Ninfa. Na stronie producenta niestety nie znalazłem mojej butelki. Może to wynikać ze zmiany designu etykiet, wycofania tej  z produkcji tej butelki w ciągu ostatnich 3 lat lub z faktu, że jest to najbardziej podstawowa etykieta od tego producenta i nie chwalą się nią w internecie.To są tylko moje domysły i żadnej pewności nie mam.

Barwa, podobnie jak w przypadku poprzedniego nero d'avola żywa, ciemnoczerwona przypominający kolor czarnych czereśni. W nosie dominują aromaty kompotu czy konfitury owocowej. Znajdziemy tutaj również miód, zioła i zapachy stodolne. Ponadto na początku mocno wyczuwalny był alkohol, który z czasem mniej się narzucał. W ustach krągłe, smukłe z wyraźnymi taninami i dosyć wysoką kwasowością. Cierpkie, lekko ziołowe z owocowym finiszem. Jest to wino przyjemne, ale nie urzeka. Jak podają dystrybutorzy, to wino jest dosyć uniwersalne w kwestii łączenia z potrawami, co moim zdaniem jest jego główną zaletą.


Cena: 36 zł
Zakupione: Wina i specjały we Wrocławiu

Wina z Sycylii próbowali również: Białe nad czerwonymNie zawsze wina, Pisane winem, To co pijemy, Winne przygodyWinniczek

poniedziałek, 4 lutego 2013

Pora na wina znalezione pod choinką

Rudolf Fauth Merlot 2011 jest o tyle ciekawym winem, że jest to jedyna czerwona propozycja z Weingut Fauth, jaką miałem okazję próbować w sierpniu, a która pojawiła się na półkach sklepowych dopiero na krótko przed świętami. Podczas degustacji prezentowana była jako ciekawostka obok dziewięciu białych win z Hesji Nadreńskiej. Pamiętam, że wówczas wino to smakowało bardzo metalicznie, przypominało wręcz smak świeżej krwi, co spowodowane było dojrzewaniem w metalowych kadziach.

Dzisiaj, niespełna pół roku później, po całej metaliczności nie ma już śladu. Wino z barwy jest delikatnie czerwone z brązowymi refleksami i - jak na merlota przystało - bardzo owocowe, bo znajdziemy tutaj intensywne aromaty wiśni i porzeczek z lekko wyczuwalnym alkoholem. W ustach na pierwszym planie owoce z lekka pikanterią, przyjemnie podkreśloną przez dosyć wysoką kwasowość. Proste i przyjemne, chociaż nie wiem czy drugi raz sam bym je kupił.

Drugą otrzymaną na gwiazdkę butelką jest Mastri Vernacoli Marzemino 2011. Przywieziona została przez mojego tatę z narciarskiej podróży w Dolomity. Jest to moje pierwsze spotkanie z tym włoskim winogronem. Na poznajwlochy.com czytamy:

Wino Marzemino DOC zaczęto produkować na terytorium Włoch od 1500 roku używając szczepu winorośla Marzemino. Od tej pory wino Marzemino jest jednym z najbardziej charakterystycznych win terytorium Trydent-Górna Adyga na którym są największe winorośla. [...] Tereny na którym rozwinęła się produkcja tego wina to Mori, Isera, Nomi, Aldeno, Volano, Calliano.

Wino to ma barwę bordową z fioletowymi refleksami. W nosie mocno owocowe, przypomina zapach świeżych, rozgniecionych porzeczek z charakterystyczną cierpkością i nutami roślinnymi - liści, trawy. Do tego trochę landrynek, które z początku były wyraźnie wyczuwalne, a na drugi dzień ich miejsce zajęły aromaty rustykalne. W ustach przyjemne, lekko cierpkie z delikatnymi taninami. Finisz długi z roślinnym posmakiem. Całkiem przyjemne wino, chociaż bardziej widziałbym je jako towarzysza dań aniżeli propozycję do cmokania i picia solo.



sobota, 2 lutego 2013

Chivite Parador Crianza 2007

Styczeń, a w szczególności jego ostatnie tygodnie, zdecydowanie nie był najbardziej udanym miesiącem jeśli chodzi o ilość wypitego wina. Wszystko to przez zmorę każdego studenta, czyli sesję. Kilka dni temu udało mi się szczęśliwie zaliczyć wszytko co było do zaliczenia i mam w perspektywie jeszcze dwa cudowne tygodnie lenistwa. Planuję więc nadrobić braki, wziąć udział w nadchodzących winnych wtorkach i opróżnić kilka czekających na mnie butelek.

Wczorajszego wieczoru wybór padł na wino z Navarry - Chivite Parador Ciranza 2007. Jest to kupaż tempranillo, garnachy i cabernet sauvignon od jednego z największych i najpopularniejszych producentów z tego regionu - Bodegas Chivite. Pół roku temu miałem okazje próbować innego wina z tej serii - Chivite Parador Reserva - i pamiętam, że bardzo mi smakowało. Nie inaczej jest w przypadku tej Crianzy. 
 
Kolor ciemny, rubinowo-wiśniowy. W nosie krótko po otwarciu butelki wyraźnie wyczuwalny alkohol, dużo ziół i dosyć mało owocu. Po chwili jednak wino się otwarło, alkohol się schował i zapachy owoców stały się bardzo wyraźne - głównie porzeczki z lekkimi nutami jagód. Całość uzupełniały delikatne aromaty wanilii i masła. W ustach  smukłe, z łagodnymi taninami i umiarkowaną kwasowością i, czego można się było spodziewać, mocno owocowe z domieszką przypraw ziołowych.

W sieci znalazłem informacje, że to wino nie jest typowym przedstawicielem regionu. Nie jestem w stanie tego ocenić, ponieważ ilość wypitych przeze mnie butelek z Navarry można policzyć na palcach jednej ręki. Niemniej jednak zdecydowanie przypadło mi do gustu.

To wino ma niestety jedną zasadniczą wadę - butelka 0,75 l zbyt szybko się kończy...

Zakupione: Centrum Wina
Cena: 39,51 zł


środa, 16 stycznia 2013

Terredavino Nebbiolo d'Alba 2009

Czasem zdarza mi się kupić butelkę i schować ją na później, celem wypicia przy jakiejś, nie do końca określonej, ale na pewno lepszej, okazji. W międzyczasie sięgam po inne, coraz to nowsze wina, o tamtych zachomikowanych jakoś zapominając. Nie inaczej było w przypadku przywiezionego z Italii Terredavino Nebbiolo d'Alba 2009.  Przypomniałem sobie o tej butelce przy okazji otwieranej ostatnio botalcury i po bardzo udanym kupażu nabrałem ochoty na spróbowanie tego włoskiego szczepu w wersji solo. 

Pierwszym co mnie uderzyło był zapach - bardzo dużo alkoholu z przebijającymi się nutami lakieru do paznokci. Gdzieś w tle wyczuwalne wiśnie i truskawki, które na drugi dzień zniknęły prawie całkowicie. Barwa bladoczerwona, delikatna, jakby rozwodniona, z ceglanymi refleksami. W ustach podobne wrażenie rozwodnienia, mało owocu, dużo kwasu, wszystko jakieś takie nieprzyjemne, jakby zwietrzałe. Finisz krótki i nieciekawy.

Nie jestem specjalistą w kwestii starzenia się wina i wyboru odpowiedniego czasu otwarcia butelki, ale w tym przypadku ewidentnie miałem wrażenie, że lepszy czas ta konkretna ma już za sobą. Trochę żałuję, że nie zdecydowałem się jej odkorkować parę miesięcy wcześniej - może wówczas moje odczucia byłyby zupełnie inne.

Zakupione: włoski supermarket
Cena: 7 euro


sobota, 12 stycznia 2013

Botalcura El Delirio Syrah Nebbiolo 2010

Botalcura El Delirio Syrah Nebbiolo 2010 jest winem, którego szczególnie chciałem spróbować, przede wszystkim ze względu na trzydziestoprocentowy udział szczepu nebbiolo. Tak się jednak złożyło, że w ostatnim czasie pierwszeństwo miało kilka innych butelek i ten kupiony przed świętami kupaż musiał grzecznie poczekać na swoją kolej stojąc miesiąc na półce. Raczej mu to nie zaszkodziło, bowiem, jak sugeruje producent, wino to, przy odpowiednich warunkach leżakowania, mogłoby wyczekiwać jeszcze co najmniej dwa lata. Niemniej jednak już dzisiaj wypada bardzo dobrze.

Jest to wino o bardzo przyjemnej, intensywnej ciemnorubinowej barwie z delikatnymi purpurowymi refleksami. W nosie bardzo przyjemne, aromatyczne i mocno owocowe - z początku pojawiają się kandyzowane wiśnie, maliny, porzeczki, które z czasem ustępują miejsca żurawinie i truskawkom. Po chwili wyczuwalna staje się również wanilia i drewno. Producent wskazuje na obecność aromatów kolendry, kopru i kardamonu, których niestety nie udało mi się wychwycić. W ustach bardzo przyjemne, elegancko zbalansowane, nieprzesadzone - dużo owocu, wyraźne taniny i intensywna kwasowość z długim, owocowym i lekko pieprznym finiszem.

Zdecydowanie trafiło w mój gust. Ciekaw jestem innych butelek od tego producenta. Możliwe, że przy najbliższej okazji - o którą niestety, ze względu na chwilowy nieurodzaj wolnego czasu (sesja nadchodzi) może być trudno - na jakąś się skuszę.

Zakupione: Vinifera
Cena: 36 zł


poniedziałek, 7 stycznia 2013

Rudolf Fauth Riesling Spätlese Alte Reben 2011

Szczęściem dla każdego amatora wina jest móc wypić kieliszek wybornego alkoholu w dobrym towarzystwie. Jeśli dodać do tego możliwość równoczesnego słuchania pełnej pasji historii danej butelki opowiedzianej ustami osoby, która ją wyprodukowała - pełnia szczęścia jest już o krok.

Pierwsze moje spotkanie z tym rieslingiem odbyło się właśnie w takich warunkach - podczas degustacji zorganizowanej w sierpniu zeszłego roku przez MineWine, okraszonej komentarzem winiarza - Rudolfa Fautha. Bardzo dobrze go wspominam - jako człowieka otwartego, miłego, kontaktowego, jednocześnie pełnego szacunku i serca dla wykonywanej przez siebie pracy. Pamiętam, że właśnie to wino - Riesling Spätlese Alte Reben 2011 - było przedstawione jako swego rodzaju wizytówka winnicy i sam autor był z niego dumny. Bardzo mi wówczas smakowało, więc otwierając je przedwczoraj w domu wiedziałem czego się spodziewać.

Cechą charakterystyczną win Fautha jest duża ilość cukru resztkowego. Nawet wina wytrawne znajdują się w górnych rejestrach - ciut więcej i byłyby klasyfikowane jako półwytrawne. Nie inaczej jest w przypadku tej butelki. Za raz po otwarciu w nos uderzają intensywne, słodkie aromaty owoców i kwiatów - wręcz do pomylenia z gewurztraminerem (podobne odczucia przy innym rieslingu z późnego zbioru miał Marcin); barwa intensywnie złocista.  W ustach bardzo owocowe, oleiste i skoncentrowane. Słodycz przyjemnie równoważy ukryta na początku, później mocniej się zaznaczająca, kwasowość. Finisz długi, słodkawy i mocno owocowy. Co ciekawe, po spędzeniu dnia w lodówce wino lekko ewoluowało - miejsce słodkich kwiatowych nut zajęły aromaty cytrusów i mokrej trawy. W ustach pojawiła się delikatna cierpkość i niestety wydało mi się mniej ciekawe niż dnia poprzedniego. Niemniej jednak jest to kawał solidnego wina i każdy, kto lubi od czasu do czasu sięgnąć po coś słodszego nie powinien być zawiedziony - szczególnie planując wypić całą butelkę pierwszego dnia...

Zakupione: MineWine
Cena: 65 zł


piątek, 4 stycznia 2013

Don Pascual Reserve Pinot Noir 2011

Pinot Noir ma opinię szczepu bardzo kapryśnego, nie tylko pod względem uprawy, ale również winifikacji. Mówi się o nim, że posadzony w złym miejscu nie da nawet przeciętnego wina. Co więcej, nawet na doskonałym stanowisku, ale przy złej pogodzie efekt nie będzie zadowalający. Jest to bowiem odmiana czująca się najlepiej na glebach wapiennych w chłodnym klimacie, w którym niestety często zdarzają się nielubiane przez pinot noir deszcze i mgły. Ponadto winogrona tego szczepu posiadają bardzo cienką, podatną na pęknięcia, skórkę, co z jednej strony może prowadzić do niekontrolowanej fermentacji, a z drugiej powoduje pewną trudność przy utrzymaniu odpowiedniej barwy wina.

Ojczyzną pinot noir jest Burgundia, gdzie w zależności od roku, miejsca czy winiarza może dawać całkiem odmienne wina. Poza Francją ze szczególnym powodzeniem uprawia się tę odmianę w Nowej Zelandii (Marlborough i Central Otago) oraz w Kalifornii; a ponadto w takich krajach jak Argentyna, Australia, Austria (Blauburgunder), Bułgaria, Grecja, Kanada, Macedonia, Meksyk, Niemcy (Spätburgunder), RPA, Węgry, Włochy (Pinot Nero)

W porównaniu do pozostałych szczepów czerwonych, pinot noir daje wina o najjaśniejszej barwie. Najczęściej wyczuwane są aromaty truskawek, czereśni, malin, fiołków, ściółki oraz zależnie od użytej beczki - skóry, wanilii, dymu, trufli czy tytoniu. Udane wina są ubogie w garbniki, delikatne i pełne elegancji.

Dotychczas jakoś nie było mi z tym szczepem po drodze. Próbowałem co prawda jego morawskiej - czerwonej - i alzackiej - różowej - interpretacji, natomiast aż do teraz nie zdarzyło mi się samemu kupić ani jednego pinota. Postanowiłem to zmienić i mój wybór padł na Don Pascual Reserve Pinot Noir 2011. 1/3 tego wina przed butelkowaniem leżakowała w beczkach dębowych.

Wino to ma bladą fioletowo-czerwoną barwę. Stosunkowo dyskretne aromatycznie - wyczuwalne wiśnie i galaretka truskawkowa. W ustach bardzo delikatne, aksamitne z ledwo wyczuwalnym garbnikiem. Mało kwasu, bardzo dużo owocu. Finisz długi i przyjemnie owocowy. Całkiem udane, ale mnie w przeciwieństwie do narzeczonej nie zachwyciło. Może jakaś tajemnicza siła ciągnie ku sobie dwie kapryśne natury...


Zakupione: Vinifera
Cena: 39 zł


wtorek, 1 stycznia 2013

De Leuwen Jagt Cabernet Sauvignon Paarl 2010


Pisząc bloga już jakiś czas, postanowiłem wziąć udział w Winnych Wtorkach, inicjatywie zaproponowanej przez Kubę Jurkiewicza z bloga czerwone czy białe. Mimo mojego stosunkowo niewielkiego doświadczenia uznałem, że jest to ciekawy sposób na poznanie nowych butelek, mając równocześnie możliwość porównać swoje wrażenia z odczuciami innych blogerów. Szkoda tylko, że rzadko zdarza się dwóm osobom oceniać tą samą butelkę.

Tematem mijającego wtorku jest Cabernet Sauvignon z RPA. Bardzo chciałem się dobrze przygotować do swojego debiutu i odpowiednio wcześnie zakupić stosowną butelkę. Jak się niestety okazało, cały mój plan wziął w łeb, gdy po odwiedzeniu sklepów w rodzinnym mieście nie znalazłem ani jednego południowoafrykańskiego caberneta. Już myślałem, że nie uda mi się nic sensownego znaleźć i z udziału w dzisiejszej zabawie nici, gdy okazało się, że w Toruniu, do którego wybrałem się na sylwestra, jest w Viniferze dostępny De Leuwen Jagt Cabernet Sauvignon Paarl 2010. Nad zakupem nie wahałem się ani chwili i tak oto wino zostało jedną z gwiazd sylwestrowej zabawy.

Caberneta piłem już nie raz, natomiast w południowoafrykańskim wydaniu próbowałem tego szczepu po raz pierwszy. Wino z Seidelberg Estate ma ciemną, intensywnie rubinową barwę z delikatnymi przejaśnieniami na brzegach. W nosie dominują aromaty suszonych porzeczek i wiśni z dodatkiem przypraw korzennych. W ustach charakterne, niezbyt ciężkie, z łagodnymi taninami. Dużo więcej nie udało mi się zapamiętać, a i okazja nie sprzyjała robieniu dokładnych notatek. Niemniej jednak na pewno jest to wino warte polecenia.

Zakupione: Vinifera
Cena: 35 zł

Caberneta z RPA pili również: Białe nad czerwonym, Mariusz - Pisane Winem, Blurppp, Winniczek