piątek, 28 grudnia 2012

Laubenstein Riesling Classic 2011

Laubenstein Riesling Classic 2011 to kolejny po  Ruhlmann Cuvée Jean-Charles riesling, którego miałem okazję spróbować w ostatnich dniach. Było to jedno z win, którymi uraczył nas znajomy podczas środowego wieczoru, kiedy to z kieliszkami w dłoniach wybraliśmy się w podróż do Francji, Hiszpanii, Włoch i Niemiec.

Riesling od Wilhelma Laubensteina to wino bardzo aromatyczne o  jasnej barwie. W nosie obecne brzoskwinie i dużo nut kwiatowych. W ustach bardzo przyjemne, lekko musujące, przez co orzeźwiające z wyraźnie wyczuwalnymi owocami - trochę dojrzałych jabłek, brzoskwiń i gruszek. Do tego delikatnie słodkie, ale nie ulepkowate, zrównoważone nienachalną kwasowością, słowem - cieszyło z każdym kieliszkiem. Finisz długi i owocowy. Aż żal, że nie mieliśmy butelki magnum.

Jest to na pewno wino warte polecenia. Nie jestem niestety w stanie podać ani źródła zakupu, ani dokładnej ceny, ale z tego co udało mi się znaleźć w sieci (goodwine.pl), w roczniku 2009 kosztowało około 45 zł.


wtorek, 25 grudnia 2012

Wigilia w bieli i czerwieni

Dopasowanie wina do wigilijnej kolacji to nie lada wyzwanie - wiedzą o tym dobrze wszyscy ci, którzy sięgają po ten trunek podczas tego szczególnego wieczoru. Trzeba znaleźć coś  pasującego zarówno do ryby, jak i kwaśnych, pieprznych potraw takich jak pierogi z grzybami czy kapusta w różnych możliwych kombinacjach. Jako że w tym roku wino zagościło na moim wigilijnym stole właściwie po raz pierwszy, a ja nie mam dużego doświadczenia w łączeniu go z potrawami, skorzystałem z rad mądrzejszych i zdecydowałem się sięgnąć po rieslinga.

Wybór padł na butelkę zakupioną podczas degustacji opisywanej tutaj, czyli Ruhlmann Cuvée Jean-Charles Riesling 2011. Miałem nadzieję, że będzie dobrze współgrało z podawanymi potrawami i muszę przyznać, że udało się. Dzięki dużej kwasowości nie zostało przytłumione przez kwaśną kapustę czy pierogi i przyjemnie się z nim komponowało. Dodatkowo, pomimo wyraźnego kwiatowego, owocowego i miodowego aromatu, było dobrym towarzyszem dorsza i karpia.

Drugim winem, które trafiło do naszych kieliszków już po kolacji, było otrzymane w prezencie Tormaresca Neprica Puglia 2010. Jest to pochodzący z południowych Włoch kupaż trzech szczepów - Primitivo, Cabernet Sauvignon oraz Negroamaro. Ostatni, charakterystyczny dla dwóch włoskich regionów - Puglii oraz Salento, daje ciemne i rustykalne wina..

Wino to ma bardzo intensywny, piękny, rubinowy kolor. Co ciekawe, po nalaniu do kieliszka na ściankach osadzały się malutkie bąbelki, które po kilku chwilach znikały. W bukiecie wyczuwalny dym i aromaty porzeczek, malin, doprawione szczyptą ziół. U ustach dobrze zharmonizowana kwasowość, cierpkość i owoc. Dosyć poważne i stonowane o przyjemnym lekko cierpkim owocowym finiszu. Zdecydowanie trafiło w mój gust.

W tym roku Gwiazdor był dla mnie bardzo hojny, bo oprócz kompletu kieliszków pod choinką znalazłem jeszcze dwie butelki - Rudolf Fauth Merlot 2011 oraz Mastri Vernacoli Marzemino 2011. Na pewno podzielę się wrażeniami.

czwartek, 20 grudnia 2012

Villa Conchi Cava Brut Selección

O tym winie było już pisane nie jeden, a kilka razy. Pojawiło się na półkach biedronki we wrześniu i na spółkę z Eidosela Albariño 2011 oraz kilkoma innymi propozycjami, wywołało poruszenie polujących na wina w dyskontach. Ja dotychczas przechodziłem obok niego obojętnie - nie mam spadu do win musujących, a i żadna bąbelkowa okazja się nie trafiła.

Zazwyczaj chcąc kupić wino w ciemno wybieram się do sklepów specjalistycznych - mam większe zaufanie do ich selekcji. Jeśli już wybieram coś w dyskoncie sięgam raczej po wina polecane przez innych blogerów albo przez znajomych. Stąd też, gdy podczas przedświątecznego oblężenia Biedronki przeciskałem się w okolicach półki z winami, zdecydowałem się wreszcie spróbować tej cavy i wziąłem jedną butelkę. Zanim coś ode mnie, dwie recenzje znalezione w sieci:

Wojciech Bońkowski
Villa Conchi Cava Brut Selección jest jabłkowo-kwasowa, dobrze się pieni, jej intensywność długo pozostaje na podniebieniu; to nie jest żadne wielkie „szampańskie”, ale porządne, a kosztuje 19,99 zł.

Edyta
Nie gustuję specjalnie w winach musujących. Właściwie nie wywierają na mnie większego wrażenia. Próbowałam już kilku i wg mnie każde było poprawne. Tak jest i w tym przypadku. Pewnie szybko o tym winie zapomnę, ale jest całkiem ok. Pije się je przyjemnie. Jeśli ktoś ma ochotę na wino z bąbelkami, to polecam. Nie zawiedzie się. Zwłaszcza, że cena jest atrakcyjna.

Villa Conchi Cava Brut Selección ma bardzo delikatną, wręcz słomkową barwę i wiele skaczących bąbelków, które utrzymują się dłuższy czas po nalaniu do kieliszka. W nosie delikatne aromaty jabłek i cytrusów. Po nalaniu do ust na początku uderza w podniebienie, później rozchodzi się po ustach i wyraźna staje się dosyć wysoka kwasowość, przyjemna cierpkość oraz delikatna owocowość tego wina, która jeszcze przez kilka chwil pozostaje w ustach.

Jak pisałem wcześniej, fanem tego typu win dotychczas nie byłem, ale ta butelka wydaje się całkiem przyjemna. Może jest to moment żeby rozeznać się trochę w temacie win musujących? Tym bardziej że w wydaniu hiszpańskim są one tematem miesiąca na Winicjatywie, a i wielu innych blogerów poświęca im ostatnio więcej miejsca.

Zakupione: Biedronka
Cena: 19,99 zł


niedziela, 16 grudnia 2012

Cuvée Prestige Plan De Dieu Côtes du Rhône Villages 2010

To już drugie wino z Lidla, które trafiło w tym miesiącu do mojego kieliszka. Podobnie jak w przypadku opisywanego ostatnio gewurztraminera, Cuvée Prestige Plan De Dieu Côtes du Rhône Villages 2010 znajduje się w ofercie tego dyskontu już co najmniej kilka tygodni. Wino to jest kupażem trzech szczepów - syrah, grenache i cinsault - pochodzącym z apelacji Côtes du Rhône Villages. Sygnowane jest nazwiskiem Ferdinanda Labathe'a, który jest autorem jeszcze co najmniej dwóch innych, dostępnych w Lidlu etykiet. Cena jaką trzeba zapłacić za tą butelkę jest niska, bo 15 zł bez grosza, nie pozwala liczyć na zbyt wiele. Jak jest w rzeczywistości?

Jego barwę można określić jako malinową z fioletowymi refleksami. Po przyłożeniu nosa na początku najlepiej wyczuwalny jest zapach lakieru do paznokci, jednak już po krótkiej chwili się ulatnia i w aromacie zaczynają dominować ciemne owoce - porzeczki, jeżyny. Ponadto wychwycić można nuty landrynek czy galaretki, przypominające trochę Beaujolais nouveau. W ustach lekkie, owocowe i  wyraźnie kwasowe o dosyć krótkim owocowym finiszu. Przy podaniu w odrobinę niższej temperaturze niż zalecane 15 stopni, wypadło bardzo poprawnie, natomiast już po kilku minutach w kieliszku wyczuwalny stał się alkohol.

Nie jest to na pewno wino, które będzie mi się śniło po nocach. Trudno się w nim doszukiwać czegoś więcej niż poprawności. Biorąc pod uwagę jego niską cenę spokojnie mogę je polecić, może nie jako towarzysza wymagających dań, ale do sobotniego filmu, czemu nie?

Zakupione: Lidl
Cena: 14,99 zł


czwartek, 13 grudnia 2012

Juan Gil Monastrell 4 Meses 2011

W ostatnich dniach miałem okazję spróbować dwóch świetnych butelek z bodegi Juana Gila, prowadzonej obecnie przez jego spadkobierców. Pierwszą była Taringa Monastrell 2011, którą swego czasu polecał Wojciech Bońkowski na Winicjatywie - tutaj znajdziecie relację. Muszę przyznać, że było to jedno z lepszych win jakie ostatnio piłem, a które także dzięki swojej cenie - ok. 23 zł - może się okazać wspaniałym towarzyszem niejednej kolacji. Jednak zasadniczo nie o nim, a o jego niewiele droższym bracie, ma być ta notka.

Juan Gil Monastrell 4 Meses 2011 jest jednym z czterech win, na  temat których możemy znaleźć szczegółowe informacje na stronie producenta. Zostało wytworzone z winogron szczepu monastrell pochodzących z czterdziestoletnich krzewów rosnących w północno-wschodniej Jumilli. Po fermentacji dojrzewało cztery miesiące - 4 meses - w nowych beczkach z francuskiego i amerykańskiego dębu.

Kolor jest bardzo ciemny, wiśniowo-czerwony. Po przyłożeniu nosa do kieliszka uderza moc aromatów - wyraźnie wyczuwalne porzeczki, jeżyny z odrobiną mokrego drewna. Wszystko jest bardzo skoncentrowane i intensywne. W ustach bardzo wyraziste, przyjemnie cierpkie i owocowe. Kwasowość delikatna, łagodne taniny i bardzo długi finisz - przyjemny posmak utrzymywał się długi czas po kolacji. Piliśmy do steków wołowych i wyszło świetnie.

Polecam - podobnie jak Taringa, zdecydowanie warte swojej ceny. Po spróbowaniu tych dwóch butelek bardzo frapuje mnie jak smakuje Juan Gil Monastrell 12 Meses. Myślę, że niedługo swoją ciekawość zaspokoję i wtedy na pewno parę słów o tym winie napiszę.

blog.friendseat.com
Spotkanie z butelkami Juana Gila było dla mnie pierwszą okazją do spróbowania wina ze szczepu monastrell. Przy okazji szukania informacji na temat samego producenta dowiedziałem się co nieco o tym winogronie. Monastrell (mourvèdre) jest szczepem pochodzenia hiszpańskiego, który daje mocne wina czerwone i różowe. Obecnie hodowany głownie w DO Jumilla i Yecla oraz na terenie Katalonii. Poza półwyspem Iberyjskim z powodzeniem uprawiany na południu Francji, w Algierii, Australii, Kalifornii i Tunezji. Mourvèdre rośnie w ciepłym, suchym klimacie gdzie daje małe winogrona o grubej skórze, z których powstają bogate w taniny wina o intensywnych aromatach mięsa, skóry, roślin, ziołowych i mokrej ziemi. Najczęściej występuje w kupażach z syrah i grenache.

Zakupione: Vinifera
Cena: 36 zł

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Vin D'Alsace Gewurztraminer 2011

Wśród białych szczepów, które miałem okazję spróbować do tej pory, gewurztraminer należy do moich ulubionych. Lubię jego lekkość, delikatność, słodycz, lubię intensywne egzotyczne, tropikalne i kwiatowe aromaty przywodzące na myśl wiosenną łąkę; wreszcie lubię te wina za to, że są stosunkowo bezpieczne jeśli chodzi o serwowanie osobom rzadko po białe wina sięgającym - najczęściej umiarkowanie kwaśne, dosyć łatwe w odbiorze, dają nadzieję zyskania aprobaty nawet najbardziej zagorzałych amatorów czerwonego półsłodkiego.

W ofercie Lidla, od czasu październikowej francuskiej ofensywy, znajduje się półsłodka, alzacka interpretacja tego winogrona - Vin D'Alsace Gewurztraminer 2011. Butelka ta kosztuje niecałe 28 złotych, co jak na ten szczep wygórowaną kwotą nie jest. 

Barwa jest wyraziście żółta, nierozwodniona. W nosie dominują delikatne, słodkawe aromaty owoców egzotycznych, wśród których najwyraźniej wyczuwalne jest lychee, natomiast nuty kwiatowe dają o sobie znać dopiero po dłuższej chwili od wyjęcia z lodówki. W ustach dosyć duża słodycz równoważona jest lekko wyczuwalną kwasowością, co powoduje, że wino nie jest zalepiające, likierowe. Alkohol, pomimo 13% widniejących na butelce, wydaje się nieobecny. I chociaż pite solo smakowało dobrze, to myślę, że w połączeniu z ostrzejszą potrawą kuchni azjatyckiej wypadłoby jeszcze lepiej.

Co prawda etykieta wyglądem lekko przypomina Sowietskoje Igristoje, ale nie można dać się zwieść - po otwarciu okazuje się, że jest to całkiem sensowna propozycja, szczególnie przy tej cenie. 

Zakupione: Lidl
Cena: 27,99 zł


środa, 5 grudnia 2012

Domaine de la Baume Grand Chataignier Merlot 2011

Na zwieńczenie pracowitego dnia wybrałem Domaine de la Baume Grand Chataignier Merlot 2011. Do zakupu zostałem zachęcony przez sprzedawczynię we wrocławskiej Viniferze i muszę powiedzieć, iż nie żałuję, że dałem się skusić. Ponadto tą butelką postanowiłem rozpocząć przygodę z dekantowaniem, a to za sprawą andrzejkowego prezentu - szklanej karafki.

W szkle wino prezentowało się znakomicie - jego barwa jest intensywna, ciemno-czerwona, przypominająca kolor świeżej krwi. Krótko po otwarciu butelki dominował zapach mokrego drewna i kawy, natomiast z każdą minutą na czoło wysuwały się aromaty owoców, szczególnie malin i truskawek. Alkohol, mimo dosyć dużego stężenia (14,5%), był wyczuwalny jedynie w niewielkim stopniu. W ustach bardzo przyjemnie kwasowe i intensywnie owocowe, na początku dosyć cierpkie, z czasem łagodniało, trzymało poziom do ostatniego kieliszka.

To wino zdecydowanie trafiło w mój gust i jeśli zastanę je w sklepie, na pewno sięgnę po nie przy najbliższej okazji. Niestety nie można go znaleźć na stronie internetowej Vinfery, natomiast ta butelka jest również dostępna w jednym z zestawów z oferty 6win.pl

Zakupione: Vinifera
Cena: 39 zł

niedziela, 2 grudnia 2012

Zimno? Ogrzej się!

Niezbyt często mam okazję napić się tradycyjnego grzańca. Właściwie zdarza mi się to jedynie kilka razy w roku, najczęściej podczas zimowych wieczorów spędzanych ze znajomymi czy w ferie, po całym dniu na stoku. Właściwie to dobrze - w ten sposób kubek gorącego wina ma w sobie coś magicznego. Pomimo, że zazwyczaj jest to napój prosty i tani, to dobrze przyprawiony cynamonem, goździkami i miodem z dużą ilością pomarańczy, przywodzi mi na myśl przedświąteczną atmosferę, gdy po całym domu rozchodzi się zapach pierników i ciast. Szczęśliwie w ten weekend miałem okazję spróbować tego specjału dwa razy.

W piątek trafiła się szansa, aby wprowadzić odrobinę świątecznego klimatu - andrzejki. Jako że tego dnia obchodzę imieniny, postanowiliśmy z Martą przygotować dla naszych przyjaciół właśnie grzane wino. Za podstawę posłużyły kupione w Realu 3 butelki wina stołowego. Wspólnymi siłami udało nam się odpowiednio je doprawić i wyszło znakomicie. Wielu się zgodzi z opinią, że osobiście przygotowany grzaniec smakuje o wiele lepiej aniżeli gotowy, który jedynie wystarczy podgrzać. Drugi, oprócz wrażeń zapachowych i smakowych często gwarantuje uporczywe uczucie palenia w przełyku.

jarmarkbozonarodzeniowy.com
Kolejną okazją do degustacji był sobotni wypad na wrocławski rynek, gdzie co roku od 23 listopada do 23 grudnia trwa jarmark bożonarodzeniowy. Przez ten miesiąc miejsce schowanych parę tygodni wcześniej ogródków piwnych zajmują budki ze słodyczami, pamiątkami i ozdobami. Atrakcją nie tylko dla dzieci jest bajkowy lasek, koncerty mikołajkowe, pokazy rzeźbienia w lodzie i wiele innych. Ponadto w kilku miejscach rynku rozmieszczone są ogródki, w których oprócz zjedzenia grillowanej kiełbasy czy karkówki można się napić gorącej herbaty, czekolady czy właśnie grzańca ze specjalnie zaprojektowanych kubków. Niestety ciężko określić którykolwiek z tych napojów mianem smacznego - wino było nadmiernie podkręcone gotową przyprawą do grzańca, a gorąca czekolada, którą ratowałem się przed zgagą smakowała, delikatnie mówiąc, średnio. 

Może najbardziej udaną propozycją będzie kompromis: domowy grzaniec w jarmarkowym kubku. Taka pamiątka z Wrocławia na pewno umili Wam czekanie na pierwszy śnieg...